[62] Kiedy odszedłeś - Recenzja

12:00

Tytuł: Kiedy odszedłeś
Autor: Jojo Moyes
Wydawnictwo: Między słowami
Gatunek: Literatura obyczajowa
Data wydania: 6 czerwca 2016
Liczba stron: 490
Ile czytałem: 5 dni

"Jest tylko jedne wyjście, które mogę ci przedstawić, bo widzę je codziennie. Trzeba żyć."

Cześć Wam! Odwlekałem ten moment, bo po prostu się bałem. Bałem się, że kontynuacja jednej z lepszych książek z zeszłego roku została spaprana. Czy tak się stało? Zapraszam na recenzję Kiedy odszedłeś.

Kiedy odszedłeś to nie tylko historia o podnoszeniu się po utracie miłości, lecz także inspirująca opowieść o nowych początkach. Pamiętając o obietnicy złożonej ukochanemu, Lou stara się znajdować nowe powody, dla których warto czekać na kolejny dzień. Życie nie będzie łatwe, jednak dziewczyna wreszcie zacznie rozumieć, jaki scenariusz był dla niej pisany. 

No cóż, zwlekałem z lekturą tej powieści, jak już wcześniej pisałem. Dlaczego? Przede wszystkim nie byłem zwolennikiem pomysłu samej kontynuacji, gdyż uważałem, iż Zanim się pojawiłeś powinno być osobną historią. To zakończenie może i miało dosyć destrukcyjny skutek, jednak jakoś nie mogłem się przekonać do pomysłu powrotu do losów Lou. Ale jak to wyszło w ostatecznym rozrachunku? Czytajcie, a się dowiecie. Przede wszystkim jestem zawiedziony wydaniem książki, w ogóle nie pasuje do pierwszej części. Jeśli już jakieś inne wydawnictwo podejmuje się wydania drugiego tomu, niech chociaż utrzyma podobną stylistykę okładki. Minus dla Między słowami niestety.

Do głównych bohaterek tej powieści należą dwie bardzo silne kobiety, w przypadku jednej mógłbym powiedzieć dziewczyny. Louisa przeszła przeogromną zmianę w stosunku do pierwszej części. Nie ukrywam, że pałałem do niej sympatią, jednak szczerze? Denerwowała mnie strasznie. Miałem ochotę wejść do tej książki i konkretnie nią potrząsnąć. Niekiedy przesadzała, niekiedy była tam, gdzie nie powinna i robiło to, czego nie powinna, ale ostatecznie mogę przymknąć na to oko. Drugą postacią jest niejaka Lily. Nie powiem Wam, kim ona była, bo będzie to ogromny spoiler, jednak gwarantuje, że będziecie zaskoczeni tożsamością nastolatki. To zdecydowanie przerysowana postać, prawdziwa młodzież się tak nie zachowuje. Ale rozumiem, jaki był zamysł autorki.

Niekoniecznie tak wyobrażałem sobie dalsze losy naszych bohaterów, brakowało mi tutaj wątku siostry Willa oraz Treeny, ta historia mogła być zdecydowanie lepiej poprowadzona, spodziewałem się jakiegoś wątku miłosnego. No cóż, moje rozczarowanie powinno dać odpowiedź. Przejdźmy do rzeczy, które były bardzo dobre w fabule. Przede wszystkim, fakt, że akcja nie pędzi aż tak bardzo, możemy bardziej wczuć się w sytuację życiową i Louisy, i postaci drugoplanowych. Największym pozytywem tej powieści jest Sam, Donna oraz środowisko ratowników medycznych. Sceny związane z tymi postaciami podobały mi się najbardziej, tym samym, że zastanawiałem się nad takową pracą. Mogę podsycić Waszą ciekawość i powiem, iż Lou długo nie próżnuje, jeśli chodzi o miłość. 

Nawet nie wiecie jak bardzo trudno jest pisać o tej książce, nie wspominając Wam o najważniejszym fakcie, no ale lecimy dalej. Dowiadujemy się również jak wygląda życie rodziców Willa po tym pamiętnym wydarzeniu. Pan Traynor poradził sobie zdecydowanie lepiej aniżeli Pani Traynor. Podoba mi się również sposób, w jaki oboje zareagowali na pewną dosyć nieoczekiwaną wiadomość. To skłoniło mnie również do lekkiej refleksji. Cała powieść składa się z wielu emocji, podobnie jak jej poprzedniczka wciąga i wręcz nie potrafimy oderwać się od lektury. Czytając niekiedy nie wiedziałem co sądzić o niektórych wydarzeniach. Jojo Moyes ponownie dowiodła, że jej warsztat jest naprawdę elastyczny. Nie mam pojęcia jak wypadają inne pozycje, ale po tej dylogii mogę stwierdzić, że literatura obyczajowa należy do niej.

Zdecydowanie nie jest to oklepane romansidło, mamy tutaj mieszankę bardzo wielu ciekawych i wbrew pozorom nadal aktualnych tematów. Dla mnie najlepszy był wątek mamy Louisy, to było wręcz genialne! Lekko przybliżę Wam tę sferę, pani Clark stwierdziła po wielu latach, że ma dosyć usługiwaniu swojemu mężowi i decyduje się na zmianę swojego życia. Moja mama przeczytała tę książkę tuż przede mną i wiecie co? Widzę, że coś się zmieniło! Sam widzę, że tryb życia, który prowadzi na przykład moja babcia nie jest zbyt pozytywny. Warto przeczytać coś takiego i skłonić kobiety wieku średniego do dyskusji - mężowie i rodziny nie mogą ograniczać Was w dziedzinie samorealizacji. Drogie Panie, zacznijcie uczyć swoich mężczyzn, bo tak jak się Wam wydaje - nigdy Wam nie dorównamy, ale chociaż wypadałoby spróbować ;)

Wbrew pozorom powieść jest bardzo zabawna i w wielu momentach po prostu nie mogłem się powstrzymać od śmiechu. Relacja Lou i Sama wywołała u mnie wiele uśmiechu. Warto też wspomnieć o dwóch dosyć ważnych rzeczach. Po pierwsze, grupa wsparcia, do której uczęszcza jedna z bohaterek jest dosyć ekscentryczna. Niespecjalnie zżyłem się z tymi osobami, choć tematy, które poruszają na spotkaniach były naprawdę istotne. Po drugie, praca Clark była kompletną porażką. To było dosyć frustrujące czytając o ciągłych nieporozumieniach i samych warunkach tej roboty - dorosłe życie potrafi uderzyć nas mocno w kark. Jeśli chodzi o zakończenie - mnie się podobało. Ostatnia scena prawie wywołała u mnie łzy, to było naprawdę wzruszające! Takich momentów w literaturze powinno być znacznie więcej. Mam nadzieję, że coś jeszcze przeczytamy o tych postaciach.

Podsumowując Kiedy odszedłeś to powieść, która pozytywnie mnie zaskoczyła. Błyskotliwa i miejscami naprawdę zabawna pozycja, polecam fanom Zanim się pojawiłeś, nawet jeśli nie jesteście przekonani do kontynuacji. Ta książka to naprawdę udany powrót do tej serii, być może wiele osób nie podziela mojej opinii, ale moim zdaniem Jojo Moyes jest pisarką, która jest naprawdę dobra w literaturze obyczajowej. Choć po jej inne powieści sięgać nie będę.

Moja ocena: 9/10


You Might Also Like

2 komentarze

  1. Szczerze, to chyba nie mam ochoty po nią sięgać, mimo że Tobie tak bardzo się podobało. Nie jestem do niej przekonana i wystarczy mi pierwszy tom :D
    Iza xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety mam inne zdanie o tej książce. Porządnie mnie zdenerwowała i uchylę rąbka tajemnicy, że w moim podsumowaniu roku jest wręcz jednym z dwóch największych Gniotów Roku. Owszem, w niektórych momentach była całkiem dobra, zakończenie było niczego sobie, ale główne bohaterki były dla mnie nie do zniesienia, podobnie jak rodzice Louisy, którzy w moich oczach zachowywali się jak idioci (nie wiem, czy miał być to wątek humorystyczny, czy tak na poważnie, ale niestety wyszła z tego słaba parodia). A największy plot twist? Nie spodziewałam się, że autorka pójdzie w tę stronę, jest to dla mnie jednocześnie najbardziej niespodziewany i najbardziej banalny zwrot akcji, jaki można było wybrać. Nie zachwycałam się pierwszym tomem, nie ryczałam jak najęta, ale nie wspominam go źle. Przynajmniej wtedy gdy nie przypomnę sobie o kontynuacji.

    OdpowiedzUsuń