[58] Piąta fala. Ostatnia gwiazda - Recenzja

12:00

Tytuł: Piąta fala. Ostatnia gwiazda
Autor: Rick Yancey
Wydawnictwo: Otwarte/Moondrive
Gatunek: Science-fiction
Data wydania: 14 września 2016
Liczba stron: 390
Ile czytałem: 4 dni

"Bez względu na to, jak daleko lub szybko biegniesz, prędzej czy później dotrzesz do miejsca, z którego wyruszyłeś."

Bałem się tej książki. Bałem się jej, ponieważ uwielbiam tę trylogię, a zakończenia zawsze są bezlitosne. Zapraszam Was dzisiaj na recenzję ostatniego tomu trylogii Piąta fala.

Zostały cztery dni. Potem z powierzchni Ziemi zniknie wszelki ślad po człowieku. Ucieczka i ukrywanie się nie mają już sensu. Jedyną szansą dla ludzkości jest podjęcie nierównej walki z wrogim najeźdźcą. Tylko kim naprawdę jest nieprzyjaciel? Czy bohaterom uda się wypełnić ryzykowną misję? I jaką rolę w ratowaniu świata odegra Cassie? Odliczanie właśnie się rozpoczęło.

Tak - bałem się lektury tej książki. Bałem się, że zakończenie jednej z najlepszych trylogii, jakie miałem kiedykolwiek okazję czytać nie będzie mnie satysfakcjonować. Na całe szczęście mogę Wam powiedzieć, że jest to dobra książka. Ale dlaczego? Zacznijmy od początku. Wydawnictwo Otwarte znowu zaskoczyło mnie w doborze okładki, minimalizm wydań tej serii jest czymś niebywałym. Można doszukać się tutaj szczegółów, które dopiero po lekturze całej powieści zaczynają nabierać znaczenia. Co ciekawe, jest to najkrótsza książka w trylogii, jednak mam wrażenie, że to dobre posunięcie. Autor zakończył serię w konkretny sposób, zamiast owijać w bawełnę. Rozdziały ponownie są krótkie i większość z nich ma około dwóch, trzech stron. Czyta się dzięki temu szybciej, jednak brakowało mi czegoś co trochę bardziej zatrzymałoby mnie przy lekturze.

Akcja książki rozciąga się w obrębie czterech dni. Mało, dużo? Sam nie wiem. Obawiałem się tego, że tak krótki czas przyczyni się do zbyt wnikliwego opisywania działań bohaterów, jednak przeliczyłem się - wszystko było bardzo dobrze wyważone. Przyznam szczerze, że od początku nie wiedziałem o czym ta książka traktuje. Niby mamy wyznaczony cel - pokonać przybyszy z kosmosu, jednak im dalej w las, tak autor co raz bardziej komplikuje sobie życie. Dążymy do punktu kulminacyjnego, aczkolwiek było tam tyle różnych historii, że można było się trochę pogubić. Fabuła pędzi jak pendolino z Warszawy do Krakowa, to trzeba przyznać. Nie ma momentu wytchnienia, ciągle dzieje się coś istotnego. Podobało mi się to, że te kilka historii, które poznaliśmy na przestrzeni tych trzech książek ostatecznie łączy się i to w imponujący sposób.

W tej części jest zdecydowanie mniej postaci, co moim zdaniem przyczyniło się do lepszego poznania niektórych bohaterów. Mimo wszystko działa to w dwie strony, bo straciliśmy kilka osób, które wzbudziły u mnie sympatię. W Ostatniej gwieździe bardziej polubiłem Ringer, nie potrafiłem jej rozgryźć, jednak cieszę się, że wreszcie biła od niej jakaś szczerość. Natomiast, Ben i Evan stali się większymi imbecylami w tej książce. Nigdy nie przepadałem za tym drugim, jednak tutaj przerodził się w strasznego dupka. Za to Ben chciał, ale nie mógł. Nadal nie potrafię wyobrazić sobie jego w roli bezwzględnego komandosa. To tak samo, jak by Wiktor Forst założył sukienkę i zaczął komplementować ludzi - nierealne. Podobnie było z małym Samem, niby małe dziecko, a autor zrobił z niego twardego żołnierza. To tak nie działa, Ricku Yancey.

Rzeczą, która podobała mi się najbardziej w trzecim tomie Piątej fali było nie wbrew pozorom zakończenie, a cała perspektywa apokalipsy i walki w wieku nastoletnim. Powiedzmy sobie szczerze - młodzież naszych czasów nie potrafiłaby walczyć o swój naród, a co dopiero mówić o całej planecie. Być może postacie wykreowane przez pisarza są trochę przerysowane, jednak ich czyny skłaniają do przemyśleń. Mamy też okrutne perspektywy jak zabijanie przez siedmiolatka. Wstrząs gwarantowany. Sam nie wiem, co zrobiłbym w przypadku apokalipsy, pewnie odpuściłbym i poddał się. Nie ma co, kochani. Rick Yancey nie potrafi uniknąć swoich charakterystycznych filozoficznych przemyśleń, znalazłem bardzo dużo cytatów, które mają naprawdę ogromne pokrycie z rzeczywistością.

Powiem tak - przepadłem czytając tę książkę. Piszę tę recenzję jakieś trzy tygodnie po lekturze tej powieści i pomimo tego, że znajduję coraz więcej błędów, tak autor zrobił coś takiego, że nawet największe mankamenty mogą być zapomniane. Być może ta moja wyjątkowa sympatia do tej trylogii spowodowała, że jestem tak zauroczony tym wszystkim, ale jestem w stanie powiedzieć, że ten tom wywołał u mnie najwięcej przemyśleń. I choć nie brakuje błędów, to wszystko jest warte swojej ceny. Zacznijmy podsumowanie od tego momentu - nie zrozumiałem tego, co autor chciał powiedzieć odnośnie obcych. Po prostu - czytałem i nie byłem w stanie ułożyć tych puzzli. Z jednej strony coś było, a z drugiej strony zastanawiałem się, czy to nie są fanaberie psychiczne pewnej postaci.

Jeśli chodzi o zakończenie, to jestem naprawdę zadowolony. Zgadzam się z tymi wszystkimi opiniami - tak po prostu powinno kończyć się serię. Z przytupem, konkretnie i do tego tak.. krwawo. Pomimo, iż znałem spoilery dotyczące pewnego zgonu, jednak jestem dosyć zaskoczony, co pisarz poczynił. Rzadko kiedy, ryzykuje się aż tak bardzo, czytelnicy mogą naprawdę zlinczować w takim przypadku. Uwielbiam otwarte zakończenia, bo możemy sobie dopowiedzieć to i owo, tak też było w tym przypadku - niby zgliszcza, ale jest nadzieja. Jestem zadowolony z takiego obrotu wydarzeń, jeśli większość autorów wzięłaby przykład z Yanceya, cały świat byłby lepszy.

Podsumowując Ostatnia gwiazda była naprawdę świetnym zakończeniem tej historii. Bałem się, jednak to wszystko wypadło naprawdę korzystnie. Jestem w stanie wybaczyć wszystkie błędy, bo moje zauroczenie tą historią jest na zbyt wysokim poziomie. Zachęcam Was do lektury całej trylogii, bo jest to coś znakomitego. I nawet nie jest mi szkoda, że to już koniec.

Moja ocena: 9/10

Piąta fala I Bezkresne morze I Ostatnia gwiazda

You Might Also Like

4 komentarze

  1. Jestem po lekturze pierwszego tomu i już szukam drugiego :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Strasznie to zachęcające :D Mam już ją w swoim czytniku, ale podobnie jak Ty, obawiałam się sięgnąć po te powieść. Co autor wymyśli? Czy zwieńczenie tej historii mnie usatysfakcjonuję? Boję się rozczarowania, ale Twoja recenzja jest już drugą pochlebną opinią jaką czytałam i chyba nie ma się czego bać - mam nadzieję ;)
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Wkrótce będę czytać. Jestem ciekawa, jakie to wszystko znajdzie rozwiązanie :) Cieszę się, że masz takie pozytywne odczucia po lekturze - to dobrze wróży :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazwyczaj spotykałam się z negatywnymi ocenami całej serii, Twoja recenzja bardzo zachęca. Będę musiała sama zapoznać się, by wyrobić własną opinię. :)
    Jezuu Wiktor Forst w sukience xD
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń