[55] Love, Rosie - Recenzja

12:00

Tytuł: Love, Rosie
Autor: Cecelia Ahern
Wydawnictwo: Akurat
Gatunek: Literatura obyczajowa
Data wydania: 3 grudnia 2014
Liczba stron: 510
Ile czytałem: Około miesiąc

"Można uciekać i uciekać w nieskończoność, ale prawda jest taka, że wszędzie tam, gdzie się zatrzymasz, dopadnie Cię Twoje życie."

Chyba się tego nie spodziewaliście. Cześć Wam! Bez zbędnego owijania w bawełnę zapraszam dzisiaj na recenzję przeuroczej powieści, która nadal wywołuje uśmiech na mojej twarz. Love, Rosie czy jak kto woli Na końcu tęczy.

Rosie i Alex od dzieciństwa są nierozłączni. Życie zadaje im jednak okrutny cios: oboje zmierzają w dwa odrębne części świata. Czy przyjaźń dwojga młodych ludzi przetrwa lata i tysiące kilometrów rozłąki? Czy relacja ta przerodziłaby się w coś silniejszego, gdyby okoliczności ułożyłyby się inaczej? Jeżeli los da im jeszcze jedną szansę, czy Rosie i Alex znajdą w sobie dość odwagi, żeby spróbować się o tym przekonać?

Tak jak już wcześniej mówiłem - nawet ja nie sądziłem, że przeczytam tę pozycję. Jakoś nie sądziłem, że kiedykolwiek wpadnie mi ona w łapy, jednak otrzymałem ją dzięki przewspaniałej Oli z bloga Imperium książkomaniaczki, kiedy to mieliśmy wymianę paczkową na najlepszej grupie na Facebooku na świecie. Dodam jeszcze, że miałem do czynienia w wersją kieszonkową, która nieco mi przeszkadzała, bo nie chciałem wygiąć grzbietu, choć niestety nie mogłem tego uniknąć. Z tego co widziałem w księgarni, to ta normalna wersja jest o wiele lepsza, więc radzę się zaopatrzyć właśnie w nią, z racji, że komfort czytania będzie znacznie większy. Ogólnie rzecz biorąc, to powieść ma tytuł Na końcu tęczy i zmieniono go na potrzeby filmu, czego trochę nie aprobuje, aczkolwiek mam wrażenie, że teraźniejszy tytuł lepiej wpada w ucho.

Rzeczą, która wyróżnia tę książkę od innych jest jej forma, mianowicie napisana ona jest w formie epistolarnej. Listy, wiadomości, maile, artykuły z gazet - wszystko byle nie proza. Oczywiście czytało się dzięki temu szybciej i przyjemniej, ponieważ zawsze jest to lepsze udogodnienie. Niekiedy mnie to nużyło, aczkolwiek nie zawsze było to bardzo interesujące, w końcu czytanie o ciągłych upadkach zbytnio nie ekscytuje. Ciekawe jest też to, że akcja obejmuje aż 45 lat! Jeszcze tak długotrwałej akcji nie miałem okazji przeczytać, choć głowiłem się w jakich latach ma to wszystko miejsce. Podoba mi się bardzo okładka książki, jest taka klimatyczna i można się uśmiechnąć podczas patrzenia na nią.

Ogromnym pozytywem są postacie, mówię tutaj głównie o tej naszej parce, czyli Rosie i Alexa. Skupiamy się tu bardziej na dziewczynie, która jest po prostu jednym wielkim upadkiem. Bohaterki, której tak wiele razy nie wychodzi chyba jeszcze nie spotkałem. Jest ona naprawdę zabawną i empatyczną osóbką. Natomiast z Alexem miałem lekki problem. Niby to fajna postać, jednak jest on taki nieco płaski, skupił się zdecydowanie na nieodpowiednich rzeczach. Warto zwrócić uwagę na bohaterów drugoplanowych, pewna córka Katie, która jest bardzo zabawna, Ruby, osoba, które nie da się robić oraz dwie partnerki jednej z postaci, czyli Sally i Bethany. Wszystkie te persony są świetnie wykreowane, żadna nie jest płaska i jednowymiarowa.

Doceniam tę powieść dzięki jej problematyce - friendzone. Tym jednym słowem można streścić całą książkę. Sam jestem w podobnym stanie rzeczy i na myśl o sytuacji, która napotkała Alexa i Rosie mam ciarki. Nie wyobrażam sobie przez całe życie zwlekać z wyznaniem wobec kogokolwiek swoich prawdziwych uczuć. Wiem, nie zawsze jest to takie łatwe i strach potrafi zjeść, jednak lepiej spróbować. Przyjaźnie damsko-męskie w ogóle są cholernie trudne i bardzo łatwo zejść z czystej relacji i lekko przeholować. Mam jedną taką przyjaciółkę, która jest już w związku i nieraz mamy dość zabawne sytuacje, bo większość znajomych uważa nas za jakąś parę albo coś. Ta powieść nauczyła mnie też, że warto utrzymywać kontakty ze swoimi przyjaciółmi, gdziekolwiek jesteś i cokolwiek robisz. Potem te osoby mogą nam naprawdę pomóc.

Kilka dni temu obejrzałem także ekranizację, która mnie zachwyciła. Mogę nawet zaryzykować, że jest to produkcja jeszcze lepsza niż pierwowzór. Tak przyjemnego oraz zabawnego filmu dawno nie oglądałem! Fakt - zmian jest bardzo wiele, aczkolwiek całość wypada bardzo korzystnie. Akcja z prezerwatywą doprowadziła mnie do niepohamowanego śmiechu, Ci którzy oglądali na pewno wiedzą o co mi chodzi. Jest to taka typowa młodzieżowa obyczajówka, która pomimo, że nie zaskakuje daje bardzo fajnie spędzony czas i dwie godziny świetnej zabawy. Dawno jakakolwiek ekranizacja mnie tak pozytywnie zaskoczyła!

Powieść obejmuje bardzo dużo tematów, o których rzadko się rozmawia, takich jak nastoletnia ciąża, która nadal dla wielu osób pozostaje czymś niekomfortowym. O takim czymś po prostu warto rozmawiać. Nieudane małżeństwa, czy podróże na emeryturze. Jeśli chodzi o zakończenie - nic dodać, nic ująć, jest idealne. Po tylu przeciwnościach losu myślałem, że taka solucja będzie niemożliwa, aczkolwiek jestem bardzo zadowolony. Po prostu trafione w punkt. Mam wrażenie, że autorka trochę rozwlekła akcję, ponieważ można było to rozwiązać o wiele wcześniej, jednak jestem w stanie to wybaczyć Cecelii Ahern. Czy przeczytam jeszcze jakieś jej powieści? Czas pokaże.

Podsumowując Love, Rosie to bardzo udana pozycja, która może być idealną książką do odstresowania się, czy po prostu do lektury na szybko. Forma epistolarna jest zdecydowanie ciekawszą opcją i chętnie przeczytałbym podobną powieść, więc jeśli jakieś takie znacie, to piszcie w komentarzach. Polecam bardzo!

Moja ocena: 8/10

You Might Also Like

3 komentarze

  1. Kocham ekranizację tej książki, ale sama powieść nie bardzo mi się podobała. Myślę, że gdyby była napisana w sposób nieepistolarny to podobałaby mi się bardziej.
    Pozdrawiam
    http://monicas-reviews.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Po "Love, Rosie" sięgnęłam dzięki ekranizacji. Podoba mi się przede wszystkim sposób, w jaki owa historia została przedstawiona. Gdyby znalazło się choć trochę prozy, na pewno zmieniłby się klimat tej powieści ;)
    Pozdrawiam i zapraszam na konkurs:
    http://booksinshadow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Osobiście uwielbiam zarówno książkę, jak i film. To jedyny taki przypadek, kiedy zdarzyło mi się pójść do kina dwa razy na tą samą produkcję :)
    A co do powieści epistolarnych, to "Illuminae" napisana przez Amie Kaufman oraz Jay'a Kristoff'a jest tego typu literaturą. Jeszcze nie miałam okazji jej przeczytać, ale słyszałam same pozytywne opinie. Z tego, co wiem, ma niedługo zostać wydana także w Polsce.
    Pozdrawiam,
    Nika
    addictedtobookspl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń