The 100 sezon I - moje wrażenia

12:00

Ziemia nie jest bezpiecznym miejscem.
Cześć Wam! Dziś opowiem o powodzie mojej obsesji ostatnimi czasy, ten serial zjadł mi tak wiele czasu, ale bardzo się z tego powodu cieszę. The 100, mówi Wam to coś? Ta produkcja zdecydowanie zasługuje na osobny post na moim blogu. Nie jeden, nie dwa. Powiem jedynie, że będzie dość ciekawie. Zapraszam!

Fabuła
Nuklearna wojna niszczy cywilizacje. Jedynymi ocalałymi ludźmi są mieszkańcy dwunastu stacji kosmicznych na orbicie Ziemi, które po połączeniu tworzą Arkę. Panują tam surowe zasady: za każde przestępstwo, bez względu na jego rodzaj, jest kara śmierci, chyba, że sprawca jest poniżej 18 roku życia. Po wielu latach zaczyna brakować zasobów na Arce, więc zdesperowani mieszkańcy decydują się wysłać na Ziemię grupę nieletnich przestępców w celu kolonizacji. Nastolatkowie muszą połączyć siły, aby przetrwać na planecie, która skrywa przerażające sekrety.

Jak to się stało, że zacząłem oglądać The 100?
O The 100 słyszałem bardzo wiele razy, sporo osób polecało mi tę produkcję. Kiedyś tam nawet byłem bliski zakupu pierwowzoru literackiego, który nawet niedawno zrecenzowałem, ale jakoś nie czułem potrzeby zaznajomienia się z tym uniwersum. Dopiero niedawno, gdzieś tak w połowie lipca pomyślałem: hmm, fajnie byłoby zacząć jakiś serial. I wybór padł właśnie na tę produkcję i naprawdę się z tego powodu cieszę, z racji, że serial wciągnął mnie jak nigdy.

Co tu się dzieje?
Być może wielu z Was będzie nieco zniechęconych, z racji, ze pomysł na fabułę tego serialu jest dość osobliwy. Zaczynałem oglądać pierwszy odcinek, nie wiedząc o czym w ogóle będzie ten serial i mówiąc szczerze - to była naprawdę świetna decyzja. Cała produkcja opiera się na przetrwaniu naszej setki na Ziemi, skupiając się na Clarke, Finnie, Bellamim i Octavii. Ich losy są naprawdę ciekawie przedstawione, oprócz tego poznajemy także ich przeszłość, dzięki retrospekcjom, które świetnie spełniły swoją rolę. Oprócz tego oglądamy losy mieszkańców Arki, która przeżywa swój początek końca. Jeśli mam być szczery, to wolałem wątek ziemski, jednak potyczki polityczne ludzi z góry również mi się w miarę podobały.

Być bohaterem własnego filmu
Porozmawiajmy trochę o postaciach serialu, którzy są tutaj jednak bardzo ważni. Główną bohaterką jest Clarke Griffin, czyli silna i opiekuńcza dziewczyna, która stara odnaleźć swoje miejsce na Ziemi. Powiedzmy prawdzie w oczy - jest ona taką typową Katniss Everdeen, starała się być taką dobrą dla wszystkich, jednak nie raz mnie denerwowała. Polubiłem bardzo Bellamiego i Octavię, ich historia była naprawdę ciężka i choć kilka razy pokazali swoją prawdziwą twarz, tak ja naprawdę darzę ich sympatią. Tego niestety nie mogę powiedzieć o Finnie, do połowy sezonu uwielbiałem tego chłopaka, jednak po pewnym występku zmieniłem o nim zdanie bardzo znacznie. Kompletny dupek, co tu dużo mówić. Lubię także Wellsa, dlatego też nie podoba mi się rozwiązanie wątku z nim, nadal nie rozumiem jak można pozbawić się tak ważnego wątku.

Książka, a serial
Jak wiecie serial oparty jest na powieści Kass Morgan, Misja 100 (recenzja), dlatego też nie mogłem odmówić sobie tej kategorii. Serial zacząłem oglądać bez świadomości istnienia takowej publikacji, po prostu o niej zapomniałem, a kiedy mi się przypomniało, było już zdecydowanie za późno. W ogromnym uproszczeniu - akcja przedstawiona w książkę jest pierwszym odcinkiem serialu i w większości poza niego nie wykracza. Fakt - mamy niekiedy takie wyskoki, tak jak na przykład pożar, aczkolwiek nie ma ich wielu. Jednak, bez dwóch zdań najpierw należy przeczytać książkę, z racji, że jej zakończenie po obejrzeniu pierwszego sezonu The 100 zostanie pozbawione jakiegokolwiek zaskoczenia. Mam w planach lekturę kolejnych części, być może moje odczucia się jakoś zmienią.

Co mi się podobało, a co wręcz przeciwnie?
Powiedzmy sobie szczerze - w tym serialu podobało mi się praktycznie wszystko, jednak nie był on idealny, co to to nie. Na pewno świetne tutaj było pokazanie Ziemi, choć jakoś myślałem, że zderzenie z rzeczywistością okaże się nieco mniej różowe. Relacje między bohaterami również nie pozostawiały niczego do życzenia, jednak mam jedno dość znaczne zastrzeżenie - niekiedy brakowało mi tutaj realizmu, w końcu mogli przecież wrócić na Ziemię o wiele wcześniej, podobnie z przeświadczeniem, że są jedynymi ludźmi w galaktyce - oczywistym jest, że ktoś przeżył tę katastrofę nuklearną. Być może osoby, które nie oglądały serialu będą na mnie złe, ale aż mnie pali, żeby to powiedzieć - zbyt wiele osób tu umiera. Ja rozumiem, że to w końcu Ziemia, problemy i w ogóle, ale ci młodzi nie są Bogiem i nie mogą decydować kto przeżyje, a kto nie. Więcej rzeczy nie pamiętam.

Miłość krąży wokół nas..
Wiem, że czekacie na moją deklarację, jaki ship propaguje. Choć - ja sam nie wiem. Serial jest pełny miłosnych relacji, niekiedy był po prostu przesyt, aczkolwiek miło się to oglądało. Oczywiście jestem fanem shipu #Bellarke, oni są mega słodcy! Jak już wcześniej wspominałem - nie przepadam za Finnem, więc niech on sobie idzie i już nie wraca. Warto powiedzieć o relacji Octavii i Lincolna, która jest tak piękna, że brak mi aż słów. Oglądałem to i się rozpływałem, naprawdę. Wolę, żeby była z nim, niż z Jasperem. Fajnie też, gdyby Raven sobie kogoś znalazła.

Czego się spodziewam po drugim sezonie?
Po zakończeniu pierwszej transzy zapewne każdy był skonsternowany i dość skołowany, nie dziwię się, z racji, że to było coś naprawdę dziwnego. Mam nadzieję, że wszystko rozkręci się o wiele bardziej i to wszystko zatoczy o wiele większy krąg. Obejrzałem jeden zwiastun i zapowiada się naprawdę nieźle, trudno mi jest o tym mówić, ponieważ chcę jak najbardziej oczyścić umysł i zacznę go oglądać jakoś tak za dwa tygodnie, choć będę chciał nadrobić wszystko przed premierą czwartego.

Podsumowanie
Pierwszy sezon The 100 zdecydowanie mnie zachwycił. Wciągnąłem się niemiłosiernie, jednak nie można się tu dziwić - każdy serial z tematem przetrwania ma kilka asów w rękawie. Ciekawe relacje, nowa rzeczywistość i kosmos od podszewki. Bez dwóch zdań mogę Wam polecić i zapewnić kilkanaście godzin świetnej rozrywki.


Moja ocena: 9/10

You Might Also Like

5 komentarze

  1. Miałam podobne odczucia, z tym, że ja chciałam udusić Finna odkąd tylko w ogóle się pojawił. Nie wiem dlaczego, ale tak jakoś wyszło, że nie lubiłam go od samego początku. Co do Bellarke - uwielbiam ich w książkowej odsłonie i mam nadzieję, że scenarzyści w końcu ich spikną razem, bo nie mogę już znieść pewnych osób...
    W każdym razie zgadzam się z tobą w 100% :)

    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten serial skradł moje serce :D
    http://lowczyniksiazekk.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest swietny serial, pelen akcji, bohaterowie pokazuja co rusz nowe oblicza, a I ich charakterki sa wybuchowe I tak inne.Drugi sezon bedzie dobry : D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze, po tej notce jeszcze bardziej mam ochotę wziąć się ponownie za ten serial, bo pierwsza próba skończyła się fiaskiem po jakiś siedmiu odcinkach, ponieważ znajomi zaspoilerowali mi bardzo wiele wydarzeń. Teraz mam mętlik w głowie, ale chyba przeboleję te spoilery i zabiorę się za The 100, skoro tak chwalisz!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz co?
    Będę musiał w końcu ten serial zobaczyć :D
    Lubię tematyki Post Apo, ale nie mam zbytnio czasu na seriale, takie życie.
    W roku szkolnym jest jeszcze gorzej. A muszę jeszcze nadrobić parę produkcji, ale to pewnie już zrobię po premierze serialu o bohaterze w afro ,,dawniej oczywiście", teraz jest łysy. Jak wiesz o czym mówię, to Piona. Serdecznie zapraszam do mnie i czekam na więcej postów tego i innego typu :D
    http://recenzumkomiksiarza.blogspot.com/2016/09/daredevil-captain-america-dead-on.html

    OdpowiedzUsuń