[47] Zanim się pojawiłeś - Recenzja

12:00

Tytuł: Zanim się pojawiłeś
Autor: Jojo Moyes
Wydawnictwo: Świat Książki
Gatunek: Literatura obyczajowa
Data wydania: 27 kwietnia 2016 (wersja z okładką filmową)
Liczba stron: 380
Ile czytałem: 5 dni

"Człowiek ma tylko jedno życie. I właściwie ma obowiązek wykorzystać je najlepiej, jak się da."

Nie spodziewałem się, że taka recenzja się tu pojawi. Cześć Wam! Dzisiaj opowiem o pewnej książce, która zawróciła mi w ostatnich dniach w głowie. Nie sposób było o niej nie usłyszeć, kochani. No to bez zbędnego gadania - zapraszam!

Jest wiele rzeczy, które wie ekscentryczna dwudziestosześciolatka Lou Clark. Wie, ile kroków dzieli przystanek autobusowy od jej domu. Wie, że lubi pracować w kawiarni i że chyba nie kocha swojego chłopaka Patricka. Louisa nie wie jednak, że za chwilę straci pracę i zostanie opiekunką młodego, bogatego bankiera, którego losy całkowicie zmieniły się na skutek tragicznego zdarzenia sprzed dwóch lat. Will Traynor nie ma pojęcia, że znajomość z Lou wywróci jego świat do góry nogami i odmieni ich oboje na zawsze.

O tej książce po prostu nie dało się nie słyszeć. Przez ostatnie miesiące był nią wręcz przesyt, na Instagramie milion zdjęć, pełno recenzji, w których to czytelniczki mówiły jak to ryczały pół nocy. Wszystko to spowodowane ekranizacją (nie oglądałem jeszcze), która zapowiada się naprawdę obiecująco. Ogólnie rzecz biorąc nie chciałem tego przeczytać, sądziłem, że po prostu taka tematyka będzie zbyt przesłodzona i - powiedzmy to wreszcie - jest to książka dla kobiet. Jednak, po lekturze mogę powiedzieć tak - bzdura jeśli chodzi o płeć. I faceci znajdą tu coś dla siebie. Przed przeczytaniem dzieła Moyes nie stawiałem jakichś większych oczekiwań, ponieważ spośród wszystkich pozytywnych recenzji dało się znaleźć takie negatywne, wobec których mam lekkie zastrzeżenia.

Wyjątkowo miałem okazję przeczytać Zanim się pojawiłeś w okładce filmowej, która naprawdę mi się podoba. Jest to jedna z nielicznych tego typu książek, które mają przyzwoite filmowe wersje. Nie podoba mi się mimo wszystko wydanie powieści pod względem technicznym - jest ona dość wysoka i nie zgrywa się z innymi pozycjami na półce, nie mówiąc nawet o drugim tomie, do tego podczas lektury złamał mi się grzbiet. Opowieść ta opowiedziana jest przez główną bohaterkę Louisę Clark, która równorzędnie jest narratorką powieści. Choć, zdarzają się wyjątki, ponieważ bodajże trójka postaci drugoplanowej dostało swój rozdział w spadku. Mogę się nieco przyczepić do rozdziałów, a szczególnie do ich długości, która była dość znaczna. Wolę, kiedy są one krótkie.

Jak się okazało przez długi czas byłem przekonany, że książka ta jest historią miłosną. A no właśnie, że nie! Miłość pomiędzy Lou a Willem wiedzie główny prym dopiero przy końcówce (co w sumie nie jest spoilerem). Przez większą część powieści mieliśmy okazję obserwować takie jakby dojrzewanie do przyjaźni i ostatecznie miłości, co było naprawdę świetne. Mogliśmy dostrzegać zmiany u dwójce głównych postaci, bo oboje mieli co w sobie zmieniać. Nie podobało mi się niestety pokazanie relacji Louisy i jej chłopaka Patricka. Nie rozumiem dlaczego ta dziewczyna męczyła się w związku, który ogranicza ją ze wszystkich stron. Jeśli mówimy już o przyjaźni, ciekawie przedstawiona jest też znajomość Willa z Nathanem, polubiłem pielęgniarza, był takim rozważnym, ale nieco niezdarnym bohaterem.

Poświęćmy jeden akapit dwójce głównym bohaterom, bo warto wspomnieć o nich kilka słów. Louisa Clark ma dwadzieściasześć lat i brak koncepcji na swoje dalsze życie. I ubiera się dość ekscentrycznie. Powiem Wam, że mnie czasami ona śmieszyła. Była taką postacią, która sprawia, że na samą myśl o niej się uśmiechamy, oczywiście - miała ona pełno wad i jej myślenie można pozostawić bez komentarza, aczkolwiek ja bardzo ją polubiłem. Natomiast Will Traynor ma trzydzieścipięć lat i ma po prostu dość życia. Co tu dużo mówić - nie przepadam za nim. Starałem się zrozumieć jego sytuację i przysłowiowo wejść w jego buty, ale bycie opryskliwym i chamskim dla wszystkich wokół z pewnością nie poprawi stanu chłopaka. Mimo wszystko zwieńczenie jego historii pozostawiło mnie w pewnej nostalgii i nadal nie potrafię zrozumieć jego decyzji.

Według mnie najważniejszym i bez dwóch zdań najbardziej wartym uwagi wątkiem jest niepełnosprawność Willa i ogólna perspektywa na ten stan. Podczas lektury wiele razy zastanawiałem się, czy ja poradziłbym sobie na miejscu chłopaka. Ludziom z pełną sprawnością bardzo łatwo jest mówić o tym stanie, przecież po tym da się żyć - nie zawsze. W mojej rodzinie mam jedną taką, trochę podobną sytuację i z pewnością lektura tej książki dała mi nowy pogląd na tę chorobę. Z uśmiechem patrzyłem na starania Lou, żeby każdą sekundę zupełnie nowego życia Willa wypełnić emocjami i szczęściem, które w końcu było nieodłączne jeszcze kilka lat temu. Bardzo ciekawą perspektywą były przygody biznesmena, w sumie takie gorzkie zderzenie z niepełnosprawnością, jakiego doświadczył Will było naprawdę złe. Podejrzewam, że niejedna osoba po prostu by się załamała.

Ciekawe według mnie były też wątki poboczne, mówię tu głównie o siostrze Louisy Katrinie. W literaturze brakuje (przynajmniej mnie) książek z wątkiem macierzyństwa, przecież bycie rodzicem nie może ograniczać nas w samorealizacji. Jak najbardziej rozumiałem Treenę, jednak fakt dokonany przed jakim rodzina postawiła Lou był po prostu nie w porządku. Miałem ochotę walnąć i to mocno ojca dziewczyny, typowy Janusz, którego ulubionym zajęciem jest picie piwa i leżenie na kanapie. Jeśli chodzi o zakończenie - nadal nie jestem w stanie zrozumieć chłopaka i tej decyzji. Życie jest po prostu za krótkie na takie uchybienia. Jednak, od połowy książki znane mi było zakończenie, bo to po prostu było bardzo przewidywalne. Nie jestem również przekonany do kontynuacji, mam wrażenie, że ta historia jest już skończona, więc nie wiem czy chwycę po następną część.

Podsumowując, Zanim się pojawiłeś jest bardzo przyjemną historią, która zatacza naprawdę poważne tematy. Mimo wszystko to opowieść na raz, do której nie zamierzam już wracać. Czytając tę książkę byłem naprawdę pozytywnie zaskoczony, ponieważ nie spodziewałem się, że będę nią tak zachwycony. Jak już wcześniej mówiłem - nie jestem przekonany do kontynuacji, ale rozważę lekturę. Polecam, przyszykujcie chusteczki, choć ja nie płakałem.

Moja ocena: 9/10

You Might Also Like

9 komentarze

  1. Ta książka akurat zupełnie nie jest w moim typie!

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
  2. No proszę, punkt widzenia mężczyzny. Aż miło poczytać. Bardzo podobał mi się Twój wpis o współpracy z wydawnictwami, dlatego nominowałam Cię do Liebster Blog Award.
    Podoba mi się ta inicjatywa, a mam wrażenie, że ostatnio krąży jako łańcuszek, a nie nagroda, dlatego staralam się wybrać blogi, które lubię, a nie na chybił-trafił.
    http://ogryzki.blox.pl/2016/08/Liebster-Blog-Award.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam kilka recenzji tej książki. W pewnym momencie, tak jak ty, czułam przesyt. To było tak, jakby "Zanim się pojawiłeś" atakowało mnie ze wszystkich stron. To było bardzo zniechęcające.
    Muszę przyznać, że dopiero Twoja recenzja zachęciła mnie do poznania tej książki. Chyba nie będę jej rozpaczliwie poszukiwała, ale gdy zobaczę ją w bibliotece, to na pewno wypożyczę :)

    ksiazkowy-swiat-niki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam, ale zamierzam. również jestem oczarowana okładką filmową. Mam sentyment do Emilii. Przyjemna recenzja, oby tak dalej..
    Pozdrawiam

    Paulina z paulabookfreak.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham z całego serca!
    Mam ten sam problem - książka jest za wysoka w stosunku do innych i musi być jedną z nielicznych, które stoją w pionie, a nie w poziomie.
    Cieszę się, że na tobie rowniez zdobiła wrażenie!
    Pozdrawiam,
    annwithbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Byłam ciekawa jak facet odbierze tę pozycję :D Jeszcze nie czytałam książki, zastanawiam się nad kupnem, ale chyba zrezygnuję z zakupów i poczekam, kiedy wróci ta książka do biblioteki :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam, ale film był trochę lepiej zrobiony. Szczególnie kłótnia na plaży przy której się wzruszyłam. Ale Lou jest nieziemska <3

    Zapraszam do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja również nie płakałam, chociaż przyznam, że historia mnie poruszyła i zmusiła do zastanowienia się nad "tu i teraz" :) To dobra książka, niebanalna, poruszająca ważny temat - niepełnosprawność, eutanazję, stosunek rodzica do decyzji dziecka - to musi być niewyobrażalny ból... Moim zdaniem super - oceniam ją tak wysoko jak Ty :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Faktycznie, przez jakiś czas ten tytuł był dosłownie wszędzie, ale o dziwo mnie to aż tak bardzo nie zniechęciło (może dlatego, że w ekranizacji grają aktorzy, których lubię c:). I o ile film oglądałam i naprawdę bardzo mi się podobał, to książki jeszcze nie czytałam, ale mam nadzieję że kiedyś uda mi się ją dorwać.
    Pozdrawiam z:
    www.bookprisoner.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń