[42] Fobos - Recenzja

12:00

Tytuł: Fobos
Autor: Victor Dixen
Wydawnictwo: Otwarte/Moondrive
Gatunek: Science-fiction
Data wydania: 2 czerwca 2016
Liczba stron: 450
Ile czytałem: 3 dni

Nie jestem dziką leopardzicą odrzucającą wszystkich mężczyzn - jestem małym kotkiem, który pragnie tylko zwinąć się w ramionach jednego z nich.

Witam Was dzisiaj w recenzji pewnej powieści, która wywróciła moje życie do góry nogami. Opowiem Wam tym razem o Fobosie Victora Dixena. Zapraszam!

Leonor wchodzi na pokład statku kosmicznego. Doskonale pamięta moment, w którym zobaczyła ogłoszenie o naborze do programu Genesis, pierwszego reality show w kosmosie. Sześć dziewczyn i sześciu chłopaków wybranych w ogólnoświatowym castingu ma założyć pierwszą ludzką kolonię na Marsie. Będą poznawać się podczas sześciominutowych randek, by zdecydować, z kim założą rodzinę, gdy dotrą do celu. Leonor uważa, że to jej jedyna szansa na lepsze życie. Nie ma nic do stracenia i zamierza rozegrać tę grę po swojemu.

Kiedy to usłyszałem, że wydawnictwo Otwarte planuje wydać tę powieść oszalałem ze szczęścia. Tematyka reality shows od zawsze mnie interesowała, moja miłość zapoczątkowała się jeszcze w dzieciństwie, kiedy to oglądałem You Can Dance. Z racji, że ten typ programów to mój konik miałem wysokie oczekiwania odnośnie do tej książki. Książka jest dość długa, te 450 stron minęło mi naprawdę szybko. Fobos niesie za sobą trzy typy rozdziałów. Z jednej strony czytamy o losach naszych uczestników na statku, wyszczególniając na Leonor. Kolejna perspektywa jest według mnie najciekawsza - widzimy czarną stronę tych programów, czyli kulisy. Trzecim typem jest po prostu to co widzowie oglądają w telewizji, najczęściej autor opisuje tam randki.

Skupmy się na wydaniu powieści, które według mnie ma swoje dobre i złe strony. Nie wiem co wydawnictwo ma do twarzy na okładkach, bo w tym roku na większości wydań znajduje się jakaś facjata. Dziewczyna (podejrzewam, że to Leonor) na okładce jest ładna, jednak jakoś nie pasuje do treści książki. Wielkim plusem jest wymienienie uczestników Programu Genesis na skrzydełkach powieści. Zdjęcie, imię, wiek, specjalizacja oraz kraj. Nie ukrywam, iż pomogło mi to wyobrazić sobie niektóre sytuacje, które miały miejsce na statku, chociaż muszę pochwalić tutaj to, że rysunki naszych delikwentów są czarno-białe co, przynajmniej mnie, pomogło zadziałać mojej wyobraźni. Pozycja ta okraszona jest licznymi ilustracjami, które najczęściej przedstawiają prototypy statków, czy przyszłej siedziby zawodników biorących udział w Programie Genesis.

Fobos jest książką, której nie warto brać na poważnie. Od razu wylany na mnie został kubeł zimnej wody, z racji, że autor chce przedstawić nam świat programów telewizyjnych z dozą pewnej abstrakcji i nonszalancji. Nie mogę ukrywać, że z początku mi to przeszkadzało, ale po prostu po pewnym upływie czasu się przyzwyczaiłem. Lektura tejże powieści była moim pierwszym spotkaniem z literaturą francuską, Victor Dixen pomimo naprawdę dużego doświadczenia spowodował, że byłem przekonany, że to debiut pisarza. Jest to chyba spowodowane tym, że książka ma błędy, jednak byłem tak wciągnięty w tę historię, że ich nie wychwyciłem. Niestety mam wrażenie, że opowieść ta jest przesłodzona. W prawdziwych programów typu reality shows uczestnicy walczą ze sobą na życie i śmierć, a tutaj tego zabrakło.

Wbrew pozorom nie dostajemy tutaj na tacy miłości. Osoby, które spodziewają się ckliwej historii miłosnej będą raczej nieusatysfakcjonowane.  Fakt - relacje pomiędzy uczestnikami odgrywają naprawdę wielką rolę, jednak poza tymi sześciominutowymi randkami miłość jest tak jakby pomijana. Pewnie jest to spowodowane brakiem kontaktu fizycznego pomiędzy odrębnymi płciami, chociaż kto wie? Do lektury Fobos zachęciła mnie również bardzo istotna obecność kosmosu w tej historii. Od jakiegoś czasu interesuje się astronomią i mimo, że autor nie zaserwował nam wielu ciekawostek na temat wszechświata jestem zadowolony z tego, jak potraktowany został kosmos. Mimo, że akcja nie pędzi jak szalona, to ta naprawdę miła atmosfera powoduje, że czytelnik wciąga się bez bicia i nie może doczekać się co wydarzy się potem i kto będzie z kim.

Zatrzymajmy się trochę na tym według mnie najciekawszym aspekcie książki, czyli przedstawienie jak Program Genesis funkcjonuje od kulis. Zawsze ciekawiło mnie, jakie smaczki przedstawiają tego typu produkcje, a tu zostało to naprawdę dobrze przedstawione. Główna producentka Serena McBee przypominała mi usilnie pewną książkową postać, jednak nie mogę skojarzyć jaką. Ciekawą kwestią jest Raport Noego, jednak ogromnym spoilerem będzie zdradzenie jego założeń. Autor wykracza poza ten schemat i do tematyki rozrywkowej dołącza jeszcze politykę, co było dość odważnym posunięciem, jednak po dodaniu tej satyry wychodzi to naprawdę znakomicie. Oprócz tego zainteresowały mnie wątki córki producentki oraz tych dwóch tajemniczych zabójstw, mam nadzieję, że kolejny tom przyniesie odpowiedzi na moje pytania.

Gwiazdy tego całego zamieszania to osoby, które są bardzo od siebie różne. Pisarz skupia się głównie na Leonor, specjalistki od medycyny z Francji. Mówiąc szczerze jestem zaskoczony, ponieważ jest to jedna z tych głównych bohaterek, która nie irytuje czytelnika. Oprócz tego bardzo polubiłem Safię, Kelly, Mozarta oraz Aleksieja. Reszta nie wyróżniła się na tyle, żebym ich pokochał, takie osoby jak Kenji czy Fangfang po prostu były nudne. Zdarzały się momenty, że shipowałem niektóre postacie, jak to było w przypadku Leonor oraz Mozarta. Warto wspomnieć, że występuje tutaj mały trójkąt miłosny, ale muszę Was nieco uspokoić - różni się on znacznie od tego z np. Igrzysk śmierci. Zakończenie mnie bardzo zaskoczyło, skończyłem czytać z miną jakbym zobaczył wieloryba na parkingu przed moim blokiem. Mam nadzieję, że na drugi tom nie będziemy musieli zbyt wiele czekać.

Podsumowując Fobos to naprawdę dobra książka, którą należy potraktować z przymrużeniem oka. Historia wciąga na tyle, że przynajmniej ja przymknąłem oko na te wszystkie błędy, których no nie ma zbyt wiele. Autor udowodnił mi, że pisząc powieść o programach rozrywkowych można stać się bardziej wszechstronnym uwzględniając wątki kryminalne oraz polityczne. Wbrew pozorom, to naprawdę udana pozycja. Polecam!

Moja ocena: 9/10

You Might Also Like

7 komentarze

  1. Nie czytałam jeszcze Fobosa, ale leży na półce i czeka na swoją kolej :) Mam nadzieję, że mi też będzie się podobał jak Tobie. Ciekawi mnie to jak autor podszedł pod temat reality-show, już się nie mogę doczekać, aż o tym poczytam :)

    Fajnie piszesz jeszcze przejrzę resztę, ale wydaje mi się, że zostanę tu na dłużej :)

    reviewjunkiebooks.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobnie jak Ty, lubię oglądać reality show, dlatego ta książka to prawdziwa gratka ;) Czekam na jakieś promocje, by zaopatrzyć się w tę książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. O mój Boże, MUSZĘ przeczytać tę książkę! Dlaczego ja jeszcze o niej nie słyszałam? Już sam opis mnie przekonał, a twoja recenzja utwierdziła mnie w przekonaniu, że muszę po nią sięgnąć. Nie dosyć, że mój ukochany gatunek to jeszcze tematyka tak bardzo mi bliska. Przy najbliższej okazji postaram się ją zdobyć. Świetna recenzja, dziękuje Ci za nią! Cieplutko pozdrawiam ♥ Nina z bloga impresjalnie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja cały czas się waham, czy książka mi się spodoba, czy nie... Chyba powinnam po prostu po nią sięgnąć i przekonać się na własnej skórze. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie Fobos był rewelacją. Niektórzy bohaterowie irytujący, ale sam klimat i osadzenie fabuły w kosmosie wynagrodził wszystko. Skoro podobał Ci się Fobos spróbuj sięgnąć po serię " W otchłani" Beth Revis jeśli do tej pory nie sięgnąłeś. To w sumie coś podobnego, ale jednak coś innego :) Myślę, że też może Ci się spodobać.

    Pozdrawiam Iza
    Niech książki będą z Tobą!

    OdpowiedzUsuń
  6. Mimo że, jak dla mnie, początkowo wiało od tej książki kiczem, to później się do niej przekonałem. Może nie jest to literatura wysokich lotów, jednak jako niezobowiązujące czytadło sprawdza się doskonale :)
    http://mybooktown.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Przedstawiłeś tą książkę w tak dobrym świetle, że naprawdę nie wiem, czy dotrwam do września, aż ona do mnie przyjdzie :P Ale postaram się!

    OdpowiedzUsuń