[36] Wszystkie jasne miejsca - Recenzja

12:00

Tytuł: Wszystkie jasne miejsca
Autor: Jennifer Niven
Wydawnictwo: Bukowy Las
Gatunek: Literatura młodzieżowa
Data wydania: 21 października 2015
Liczba stron: 424
Ile czytałem: 3 dni

"Dlatego właśnie lepiej udawać, że jest się taką samą osobą jak wszyscy, chociaż w głębi duszy człowiek wie, że jest inny."

Jak ja chciałem przeczytać tę książkę! Witam Was dzisiaj bardzo serdecznie w kolejnej recenzji na moim blogu. Tym razem na tapet weźmiemy powieść Jennifer Niven, która za granicą zrobiła niezłą furorę. Zapraszam!

Theodore Finch codziennie rozmyśla nad różnymi sposobami pozbawienia się życia, a jednocześnie nieustannie szuka czegoś, co pozwoliłoby mu pozostać na tym świecie. Violet Markey żyje przyszłością i odlicza dni do zakończenia szkoły. Marzy o ucieczce z małego miasteczka w Indianie i od rozpaczy po śmierci siostry. Kiedy Finch i Violet spotykają się na szczycie szkolnej wieży, sześć pięter nad ziemią, nie do końca wiadomo, kto komu ratuje życie. Projekt geograficzny nad którym zaczynają pracować jest tylko pretekstem do podróży przez Indianę w poszukiwaniu wszystkich, jasnych miejsc. Przy Finchu Violet zapomina o odliczaniu dni, a zaczyna je przeżywać. Uczy się żyć od chłopaka, który chce umrzeć..

Jak ja tę książkę chciałem przeczytać! Od dnia premiery w Polsce, a nawet jeszcze wcześniej, kiedy powieść nie była przetłumaczona na nasz rodowity język miałem ogromną ochotę na pożarcie i zobaczenie z czym to się je. Jednak, przez te miesiące lektura ta ciągle mi gdzieś uciekała, a to o niej zapominałem, a to były inne książki, które wpychały się w kolejkę do kupienia. Tym razem nadarzyła się bardzo dobra okazja i wreszcie miałem okazję poznać powody, dlaczego opowieść ta wzbudza takie poruszenie wśród blogosfery, a przecież dobra opinia zaufanych blogerów daje do myślenia najbardziej. Po pozycji tej nie spodziewałem się zbyt wiele, po opisie w mojej głowie była kompletna pustka, być może wynika to z tego, że nie czytam zbyt wiele książek z motywem samobójstw. 

Powieść ta zdecydowanie nie jest długa, ja pochłonąłem ją praktycznie na raz, ponieważ kiedy pewnego dnia usiadłem i zacząłem czytać, to wstałem wtedy, kiedy skończyłem - nie żartuje! Wszystkie jasne miejsca wciągają jak odkurzacz, jeśli już znajdą czytelnika to nie oddadzą. Czcionka przyzwoita, jeśli ktoś zna dzieła Greena i zdążył się do niej przyzwyczaić to nie będzie problemu. Bardzo, ale to bardzo natomiast podoba mi się nasza polska okładka, kiedy widziałem tę amerykańską wersję byłem dosyć sceptycznie nastawiony, aczkolwiek ta jest taka klimatyczna. Ten główny rysunek, który tam dostrzegamy może być uosobieniem tego co siedzi w głowach naszych bohaterów. Ale zacznijmy może od samego początku.

Pomysł na tę książkę wydaje być się dość ekscentryczny. Nie czytam zbyt wiele powieści o tematach samobójstw, jakoś takie smutne rzeczy mnie nie pociągają, wolę czytać coś radosnego i optymistycznego. Sama autorka wspomina w specjalnej notce na końcu lektury o swojej dość nieciekawej inspiracji, ale o tym musicie przeczytać już sami. Mówiąc szczerze wolę czytać o tym co już ktoś przeżył, wtedy mamy większą pewność, że wszystkie te słowa dobrane są bardzo wiarygodnie, czego mieliśmy dowód tutaj. Nie potrafię mówić o tym w jakich klimatach obraca się cała ta książka. Niby wszystko jest tu takie nostalgiczne i smutne, ale bywają momenty kiedy uśmiech sam pojawiał mi się na twarzy. Emocje to z pewnością jeden z najlepszych aspektów tejże lektury.

Dwie osoby, dwie jakże dziwaczne osoby. Theodore Finch to chłopak, który ma w życiu pod górkę i ta górka jest naprawdę wysoka. Sam wątpię, że poradziłbym sobie w takiej samej sytuacji. Finch jest osobą, która lubi zwracać na siebie uwagę, to tak trochę przeciwieństwo mnie, ale czasami byłem zdumiony co on potrafił wyprawiać. Jedną z rzeczy, które wzbudziły moje zainteresowanie jest jego relacja z ojcem, coś mam jakiś taki fetysz, że tylko kiedy w jakiejkolwiek pozycji pojawia się wątek ze swoim rodzicielem to zapala się taka lampka z głowie. Ta relacja skojarzyła mi się z książką Oddam ci słońce, mówię tutaj o Noah i jego tacie. Osoby, które czytały mogą wiedzieć o co mi tu chodzi.

Violet natomiast to osoba zupełnie inna, niegdyś najpopularniejsza w szkole, teraz chowa się za okularami jej tragicznie zmarłej siostry. Polubiłem ją, o wiele bardziej od Theo, ale to chyba kwestia gustu. Powieść Niven to książka opowiadająca przede wszystkim o miłości, o tej pierwszej miłości, która potrafi być czasami różowa, a niekiedy wystawi dwie osoby na najważniejszą w życiu próbę. Trudnych tematów tutaj oczywiście nie brakuje, myślałem, że książka ta po prostu mnie przytłoczy, a okazało się, że się jej nie udało. Muszę tu też dodać, że znawcy Indiany będą wniebowzięci po lekturze tej powieści, ponieważ te podróże w celu odnalezienia wszystkich jasnych miejsc odkrywały naprawdę ciekawe lokacje.

Nie sądziłem, że książka ta wzbudzi we mnie tak skrajne emocje. Od pewnego momentu, kiedy pojawia się pewien obrazek uzmysłowiłem sobie co się właśnie wydarzyło i byłem bliski płaczu. A ja bardzo, ale to bardzo rzadko wzruszam się podczas lektury książek! To musi coś świadczyć. Po skończeniu jej siedziałem i próbowałem zebrać myśli, ale nawet do teraz się nie udało. Jennifer Niven spowodowała, że oszalałem i to tak na amen. Dla osób, które będą chciały przeczytać - musicie przygotować się na jedno, Wasze serca i umysły zostaną zmienione już na całe życie. To jedna z takich pozycji, które przemienią światopogląd i sprawią, że już nigdy nie będziecie myśleli w taki sam sposób.

Podsumowując Wszystkie jasne miejsca to książka przeraźliwie smutna i przygnębiająca, która po prostu obróci Wasze czytelnicze życia o 180 stopni. To historia miłości dwojga nastolatków, którzy mimo swoich problemów próbują żyć. A to w ich przypadku nie jest taką łatwą sztuką. Polecam z całego serca!

Moja ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję wydawnictwu Bukowy Las :)

You Might Also Like

12 komentarze

  1. Dużo słyszałam o tej książce - chyba się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta książka sprawiła, że moje serce rozpadło się na milion kawałków. Jedna z lepszych pozycji jakie miałam szansę czytać w tym roku.
    Dwiestronyksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie ta książka jakoś nie przekonuje... toteż po nią nie sięgam.

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
  4. Naprawdę MUSZĘ przeczytać tę powieść! W przeciwieństwie do Ciebie, lubię poczytać coś stricte "depresyjnego", także na szczęście przeczuwam, że to będzie coś dla mnie. Rzeczywiście, polska okładka wydaje się o wiele lepsza, niż zagraniczna - bardziej odwzorowuje prawdziwą tematykę, w jakiej obraca się powieść :)
    Pozdrawiam i zapraszam na recenzję "Imperium ognia" Saby Tahir!

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam lekko depresyjne powieści z psychodelicznym klimatem, ale Wszystkie jasne miejsca nie do końca do mnie trafiły. Po tych ochach i achach spodziewałam się czegoś więcej. To prawda, że książka potrafi wstrząsnąć, ale ja odczuwałam po jej zakończeniu raczej nieokreśloną pustkę. Jakby mnie sponiewierała, ale podświadomie, chociaż nie wiem, czy to ma jakikolwiek sens ;) Za to fabularnie nie jest błyskotliwa. To raczej ukryte miedzy słowami przesłanie tak mnie wzruszyło.

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
  6. Niesamowicie wzruszająca książka. Relacja między bohaterami świetnie ukazana i to zakończenie ;( Na sama myśl robi mi się smutno i przykro.
    Cudowna powieść!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Czeka na mnie na czytniku i moja ochota na nią znacznie wzrosła :) Po takiej ocenie mam pewność, że choć po części mi się spodoba.
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Od dłuższego czasu mam ochotę na tę powieść, ale podobnie jak u Ciebie - ciągle mi gdzieś umyka i zawsze mam wiele innych książek do kupienia. Jednak po tej recenzji czuję się jeszcze bardziej zachęcona, tym bardziej, że zdecydowanie lubię klimaty samobójstwa i czasem po prostu potrzebuję odrobiny smutku w powieści. Koniecznie muszę wreszcie zaopatrzyć się w tę książkę! :)

    booksofsouls.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak, okładka też mnie zaciekawiła :) Jeszcze nie czytałam, ale jest w kolejce! Mam ten sam problem, co Ty: ciągle jakaś książka wpycha się przed szereg, ale w wakacje powinnam znaleźć dla niej czas :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałam ją w planach a teraz już wiem że muszę ją przeczytać natychmiast :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jest to moja ulubiona książka. Była po prostu niesamowita. I to zakończenie. Pamiętam, że ryczałam jak bóbr ;D
    Pozdrawiam,
    Książki bez konserwantów

    OdpowiedzUsuń
  12. Wcześniej zastanawiałam się na sięgnięciem po tę książkę, ale jakoś nigdy nie umiałam się zebrać, zeby w końcu ją przeczytać. Bałam się, że przez tyle dobrych recenzji, postawię poprzeczkę trochę zawysoko i lektura mnie po prosty zawiedzie.
    Twoj post przekonuje mnie jednak, ze tak naprawdę nie muszę się niczego obawiać i z chęcią sięgnę po tę pozycję w najbliższym czasie. Mam nadzieję, ze wywrze ona u mnie podobne emocje jak u Ciebie.

    Serdecznie pozdrawiam,
    Natalia

    OdpowiedzUsuń