[35] Dziedzictwo ognia - Recenzja

12:00

Tytuł: Dziedzictwo ognia
Autor: Sarah J. Maas
Wydawnictwo: Uroboros
Gatunek: Fantastyka
Data wydania: 23 września 2015
Liczba stron: 652
Ile czytałem: 9 dni

"By zniszczyć potwora, wcale nie potrzeba innego potwora. Potrzeba światła, które przegna mrok."

Sarah J. Maas powraca! Witam Was dzisiaj bardzo serdecznie w kolejnej recenzji na moim blogu. Tym razem opowiem Wam o trzecim tomie fenomenalnej serii Maas. Jednak, czy tym razem też byłem tak zachwycony? Zapraszam do lektury :)

SPOILERY Z POPRZEDNICH CZĘŚCI W OPISIE!!
Pokonana Celaena może myśleć tylko o tym jak pomścić tragedię, która napotkała jej przyjaciółkę. Jako Królewska Obrończyni zobowiązana jest do służby władcy, ale to nie powstrzyma jej przed wymierzeniem mu sprawiedliwości. Ryzykując życie, Chaol, kapitan Królewskiej Gwardii, wysyła Celaenę do Wendlyn, by trzymać ją daleko od dworu. Nie wie, że to właśnie Wendlyn będzie miejscem, w którym zabójczyni zmierzy się ze swoimi najmroczniejszymi tajemnicami. Jeśli wyjdzie w tej próbie zwycięsko, stanie się największym zagrożeniem dla Adarlanu. Tymczasem nad królestwem zbierają się czarne chmury..

Jeśli czytacie mojego bloga od dłuższego czasu, to z pewnością wiecie, że pałam niezwykłą miłością co do serii pani Maas. Uwielbiam jej prozę i dwa pierwsze tomy tej serii pochłonąłem wręcz momentalnie. Jednak, im dalej brniemy w tę historię to jest coraz lepiej, więc trzeci tom polecali wszyscy, dosłownie wszyscy. Jak to ja, mam pełno obaw, że coś tutaj pójdzie nie tak. Tym razem moja intuicja nie zagrała mi na nosie. Z pewnością byłem przerażony po zobaczeniu objętości książki - 650 stron, kochani! Nieczęsto czytam powieści, które są tak długie i wiedziałem, że zajmie mi to trochę czasu.

Przyzwyczajcie się do tego, że w każdej recenzji książek Sary J. Maas przeczytacie to zdanie - okładka jest przecudna! Ta przebiła tamte dwie o stokroć, ten kolor niebieski i jeszcze samo przedstawienie Aelin, wróć jeszcze nie wiecie Celaeny. Oczywiście najbardziej urzekł mnie tył książki, główna bohaterka w urzekającej sukience na błękitnym tle. Kolory w oprawach książek mają wielkie znaczenie, a tutaj graficy zrobili świetną robotę. Nie mogę ukrywać, że czytało się dość długo, tutaj zawiniła chyba objętość, która jest naprawdę imponująca. Powieść podzielona jest na dwie, równe części, dopiero po skończeniu pozycji zorientujecie się, że ich nazwy faktycznie mają znaczenie. 

Dość długo zastanawiałem się czy aspekt ten jest pozytywny czy negatywny, ale wydaje mi się, że na dwa razy. Autorka tym razem oprócz losów Celaeny przedstawiła nam to co wtedy miało miejsce w Królestwie Adarlanu, u Doriana, Chaola i całej ekipy, ale też dochodzi kolejna perspektywa, tym razem dowiadujemy się co tam u Manon Czarnodziobej, nieśmiertelnej wiedźmy. Nie ukrywam, iż wątek ten jest póki co dość bezużyteczny, jednak mam nadzieję, że w kolejnych tomach zostanie to wyjaśnione. Jej losy polegają głównie na przygotowaniach do pewnego istotnego wydarzenia, jednak nic więcej jak próby opanowania jej niesfornej wywerny tutaj nie ma.

W trzecim tomie historii Celaeny, a właściwie Aelin dzieje się tak wiele, ale nie dzieje się praktycznie nic. Ale zacznijmy od samego początku. Dziedzictwo ognia przyniosło wyjaśnienia odnośnie pochodzenia dziewczyny, a właściwie jej imienia. Nie ukrywam, że jej losy mną lekko wstrząsnęły i pozwoliły zrozumieć poprzednie tomy, które pod względem psychiki bohaterki były dość zawikłane. Głównym celem Aelin w tej części jest zaczerpnięcie wiedzy od jej ciotki, królowej Wendlyn Maeve odnośnie Kluczy Wyrda, o których usłyszeliśmy dokładniej w drugiej odsłonie serii. Do tego wydarzenia doprowadzają ją treningi, mordercze treningi pod okiem Fae Rowana. A właśnie!

Tutaj także możemy poznać nowych bohaterów, takich jak właśnie Rowan. Słyszałem o nim tak wiele, że nie miałem zielonego pojęcia co się po nim spodziewać, jednak wiem, że będę miał z nim pod górkę. Od samego początku nie zrozumiałem jego fenomenu, podobnie jak to było z Warnerem z powieści Dotyk Julii. Jednak z czasem powoli się przekonałem do Rowana i ostatecznie jestem #teamRowan. Chaol w tym tomie nie urzekł mnie na tyle. Oprócz chłopaka nowym bohaterem jest Aedion, czyli osoba, którą naprawdę polubiłem! Od samego początku był bucem i chamem, ale potem mnie ujął. Niech będzie w czwartej części osobą, która się liczy najbardziej, proszę! Trzecią osobą, która pojawia się w trzecim tomie jest Sorscha, uzdrowicielka, która z kimś tutaj romansuje. Polubiłem ją i przyznam Wam szczerze, że serce mnie strasznie zabolało na zakończeniu.

Magia, pradawne istoty, fae, pochodzenie Aelin. Te wszystkie rzeczy składają się w jedną całość, która z czasem się rozwija. Sarah J. Maas przedstawiła magiczne aspekty w bardzo dobry sposób, głównie dzięki szkoleniu głównej bohaterki przez Rowana. Elementy fantastyczne, takie jak na przykład zmienianie postaci i władanie ogniem w przypadku Celaeny. A właśnie! Nasza tytułowa dziedziczka ognia (nawiasem mówiąc ten tytuł bardziej tu pasuje) odkrywa w sobie nowe pasje, które i tak potem będą zduszone, dzięki zmianie terytoriów postaci. Odbiegając do tematu magii mogę Wam powiedzieć, że Dziedzictwo ognia to książka, która przebyła najwięcej kilometrów na mojej biblioteczce, ponieważ nie tyle co zabrałem ją do Warszawy, kiedy jechałem do Warszawy to była u mojej rodziny z kilka razy.

Jak już wcześniej wspominałem zakończenie sprawiło, że moje serce popękało na milion małych kawałeczków. Autorka przysporzyła tak dużo emocji w końcówce, że ja nie mam zielonego pojęcia czego mam się spodziewać po kolejnych trzech tomach, bo gdzieś tam usłyszałem, że seria ta będzie miała sześć tomów (od razu moje skojarzenie - Dary Anioła?). Tym bardziej jeszcze bardziej nie mogę doczekać się następnej części, która wychodzi już na początku czerwca i mam taką cichuteńką nadzieję, że uda mi się ją upolować na Targach Książki w Warszawie, jeśli będzie dostępna przedpremierowo.

Podsumowując Dziedzictwo ognia okazało się być gorszą kontynuacją, jednak bez przesady. Niby wyjaśnia się tu wiele ważnych aspektów, jednak brak akcji spowodował, że lekko mnie to nużyło i czytało się wolno. Dla osób, które czytały dwa pierwsze tomy polecam przeczytać, bo wiadomo, że ile ludzi tyle opinii. Czekam na czwarty tom!

Moja ocena: 7/10

Szklany tron I Korona w mroku I Dziedzictwo ognia I Królowa Cieni I Empire of Storms I 6 część

You Might Also Like

5 komentarze

  1. Ja uważam, że każda kolejna książka tej serii jest lepsza niż poprzednia. Miałam już okazje przeczytać czwartą część i teraz z niecierpliwością czekam na piąta! Dwiestronyksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie ta część podobała się najmniej, jednak tak czy siak dałam jej bardzo wysoką ocenę. Bardzo cieszyło mnie to, że autorka z każdą cżęścią na nowe pomysły i dodaje do nich nowe rzeczy :)

    Pozdrawiam,
    http://miedzypolkami-ksiazki.blogspot.com/2016/05/kwiaty-na-poddaszu.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszą część czytałem pół roku temu, jednak ciągle nie zabrałem się za kolejne tomy. Muszę to w końcu nadrobić! :D
    http://mybooktown.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jestem już po lekturze Królowej Cieni (w angielskiej wersji) i jak dla mnie jest to jedna z lepszych serii jakie czytałam. Kocham ten wspaniały świat jaki dała mi Sarah J.Maas . Fakt , "Dziedzictwo Ognia" nieco zwalnia , ale nie martw się ! Królowa Cieni nadrobi to z nadwyżką !

    Pozdrawiam ! ksiazki-moim-oddechem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ależ mnie ta część poruszyła! Była wspaniała!

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń