[32] Piąta fala. Bezkresne morze - Recenzja

12:00

Tytuł: Piąta fala. Bezkresne morze
Autor: Rick Yancey
Wydawnictwo: Otwarte
Gatunek: Science-fiction
Data wydania: 8 października 2014
Liczba stron: 410
Ile czytałem: 4 dni

"Nigdy nie wiadomo, kiedy dotrze do ciebie cała prawda. Nie można sobie wybrać określonego momentu. To on wybiera nas."

Witam Was dzisiaj bardzo serdecznie w kolejnej recenzji na moim blogu. Dawno ich nie było, no nie? Opowiem Wam tym razem o drugim tomie fenomenalnej trylogii Yanceya. Bezkresne morze. Zapraszam!

Ci, którym udało się przeżyć kolejne fale inwazji Obcych, zrozumieli, że by przeżyć w nowej rzeczywistości, nikomu nie można ufać. Konflikt dwóch cywilizacji wkracza na zupełnie inny poziom. Ocaleć może tylko jedna ze stron. Dlaczego bezcieleśni Obcy chcą wymazać z powierzchni Ziemi ostatnie ślady ludzkiej cywilizacji? Jak Cassie i jej przyjaciele zamierzają przetrwać okrutną zimę i czy uda im się znaleźć sposób na pozbycie się najeźdźców?

Powrót do tej serii okazał być się strzałem w siódemkę, a może ósemkę, bo dziesiątki nie udało mi się odstrzelić. Ale od początku. Książka wydana jest w normalny sposób, chociaż okładka pierwszego tomu podobała mi się trochę bardziej. Tutaj mamy morze, przed lekturą myślałem, że to ono będzie odgrywało największą rolę. A jednak nie. Zima, mroźna zima. Brr, wolę wiosnę. Powieść podzielona jest na dwie księgi, w których skład wchodzi osiem części, dłuższych, krótszych. To zależy. Rozdziały natomiast są niedługie, wręcz króciutkie. Przez to również czytało się o wiele szybciej i lektura nie męczyła.

W Piątej fali zakochałem się bez bicia. Spodobały mi się klimaty, wiecie - kosmici, inwazja i te sprawy. Po tym tomie spodziewałem się rozwinięcia akcji i zdecydowanej zmiany charakterów niektórych postaci. Dla przykładu główna bohaterka Cassie niekiedy była nie do zniesienia w pierwszym tomie. Tutaj tego nie było, no nie zawsze. Co dostałem w tejże książce? Dość zawiłą akcję z wyszczególnionymi momentami, które były naprawdę bardzo ekscytujące. Niestety chyba Bezkresne morze padło tak zwanym syndromem drugiego tomu, zdecydowanie widać, że autor miał całkiem dobry pomysł, jednak w praktyce wyszło o wiele gorzej.

Rick Yancey po raz kolejny udowodnił mi, że potrafi pisać i to w jaki sposób! Jego styl charakteryzuje się świetną umiejętnością połączenia kilku rzeczy. Skomplikowane opisy nadludzkich spraw, humor oraz niekiedy miłość, która też jest całkiem nieźle streszczona. Czytało się to wszystko naprawdę bardzo dobrze i oczywiście szybko. Naprawdę dobrze bawiłem się podczas lektury i czas spędzony na czytaniu drugiego tomu tejże trylogii jest naprawdę dobrze spożytkowanym czasem. Niezmiernie mnie to zdziwiło, ale książka ta jest spowita przepięknymi i urzekającymi cytatami. Wiele razy zaginałem róg buka w celu zaznaczenia zdania i przepisania go do mojego notesu na takie rzeczy.

Tym razem do czynienia mamy nie tylko z Cassie, ale też poznajemy dawne losy jej przyjaciół. Mimo wszystko sama fabuła książki dosyć często mnie nużyła. Przez praktycznie całą powieść nasi bohaterowie są w tym samym miejscu, gdzie wyruszają na wyprawy, martwią się o losy innych, czy przyjmują do siebie jakieś zmutowane małe dziewczynki. Nie przesłyszeliście się! Yancey jeszcze bardziej skomplikował sobie życie zmieniając perspektywy osób wraz z następującymi częściami. Raz czytamy o Ringer w pierwszej osobie liczby pojedynczej, a jeszcze innym razem historia Evana opowiedziana jest w trzeciej osobie. Zdecydujmy się! To mi przeszkadzało, ale przestańmy się wreszcie czepiać.

Jednym z bardziej pozytywnych aspektów lektury jest nakreślenie nam historii pozostałych dzieciaków towarzyszących Benowi, Cassie i innym. Podobała mi się opowieść w jednej części o Pączku, jego historia naprawdę mnie urzekła i sam przeczytałbym coś takiego opowiadającego losy chłopaka. Postacie są tutaj dobrze wykreowane, nie ma osoby, która byłaby płaska i niewyrazista. Wszyscy mają tu coś do powiedzenia i to widać. Nie można ukrywać, że autor wybrał sobie kilka osób, które najbardziej się liczą w książce i to oni mają prawo decydować co tu się zaraz wydarzy. Niemniej jednak mogę stwierdzić, że ta część niesie za sobą mniejszą ilość Bena i większy udział Ringer. Czy to dobrze? Nie wiem.

Rozczarowało mnie natomiast zakończenie. Spodziewałem się czegoś co wbije mnie w fotel, czegoś co spowoduje, że nie będę mógł wysiedzieć na miejscu, bo tak bardzo chciałbym przeczytać już kolejny tom. Jednak czegoś takiego tu nie ma. Ostatnie sto stron pokazuje nam jak ktoś się kładzie i wstaję. Nie chcę niczego spoilerować, ale tak w skrócie. No kochani - bądźmy poważni. Może miało to na celu odpoczynku od mozolnej akcji spowitej kilkoma ekscytującymi momentami, jednak nadal czuję niedosyt. W pierwszym tomie zakończenie było najlepszym aspektem, a tu jest najgorszym. Jak zakończy się cała trylogia? Mam nadzieję, że po mojemu.

Podsumowując drugi tom trylogii Ricka Yanceya miał swoje wzloty i upadki. Dla osób, którym Piąta fala podobała się tak bardzo jak mi to zdecydowanie polecam brnąć w to dalej, jednak tym, którzy nie należą do zwolenników radziłbym omijać szerokim łukiem. Nie mogę doczekać się trzeciego tomu, liczę, że zakończenie tej historii będzie czymś naprawdę dobrym. Polecam, ale nie do końca.


Moja ocena: 7/10

Piąta fala I Bezkresne morze I The Last Star

Pozdrawiam, Kuba z Blue Kuba Books! :)

You Might Also Like

12 komentarze

  1. czyli kolejna książka trafia na listę must read :D Piątą falę pokochałam więc powinnam przeczytać kolejny tom :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam oba tomy Piątej fali i niecierpliwie czekam na kolejny :)
    Justyna z Livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również zakochałam się w "Piątej fali", ale "Bezkresne morze" to zupełnie inna historia, co zresztą w jednym wywiadzie przyznał sam autor - na początku cała trylogia miała się skupiać bardziej wokół związku Cassie i Evana, ale przy pisaniu drugiej części zmienił koncepcję i to widać. W ogóle nie polubiłam Ringer w pierwszym tomie, więc to, że w większości narracja została poprowadzona z jej punktu widzenia trochę mi przeszkadzało, ale pod koniec już się przyzwyczaiłam.
    W ogóle "Bezkresne morze" to jakiś szalony misz masz, z którego niewiele wynika. Czekam na ostatni tom, może on rzuci trochę światła na wydarzenia z tej części.

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś czuję, że u mnie by się ona nie przyjęła. Kosmitom dziękuję więc i a raczej autorowi również. ;)

    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie ;)
    http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzy razy zabierałam się za nią i niestety nie dobrnęłam nawet do setnej strony... Rozczarowałam się, zwłaszcza, że "Piąta fala" była świetna! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę przyznać, że zawiodłem się nieco na tej książce. Pierwsza część nawet mi się spodobała, jednak Bezkresne morze w ogóle nie przypadło mi do gustu. Spodziewałem się czegoś wystrzałowego i pełnego akcji, a otrzymałem niezwykle nudną i ciągnącą się powieść :/ Po trzeci tom pewnie sięgnę, ale wyłącznie z czystej ciekawości :)
    http://mybooktown.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Pierwszy tom był trochę leszy od drugiego, ale "Bezkresne morze" również bardzo mi się podobało i z niecierpliwością czekam na więcej. :)
    Pozdrawiam!
    http://recenzjeklaudii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam obie części i po prostu historia, którą przedstawia nam autor mnie urzekła. Czekam z niecierpliwością na następną część :D
    Pozdrawiam,
    Jessie
    http://lifting-pages.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurczę, a miałam okazję kupić pierwszą cześć na promocji, a tego nie zrobiłam :( Trochę żałuję

    OdpowiedzUsuń
  10. Piątą falę przeczytałam już jakiś czas temu, ale nie mogę zabrać się za kontynuację...Jednak nie mogę doczekać się ekranizacji pierwszej części. Mam nadzieję, że będzie dobra, bo zapowiada się obiecująco :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Muszę się w końcu zabrać za drugi tom :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeśli będę miała ochotę na takie klimaty (czasem mi się zdarzy), to z pewnością będę celować w tę serię.

    OdpowiedzUsuń