Wierna (2016) - kicz czy sukces?

12:00

Witam Was dzisiaj bardzo serdecznie w czymś zupełnie nowym na moim blogu. Mianowicie jeszcze nigdy nie podejmowałem się na napisanie odrębnej recenzji.. filmu. Fakt - przy okazji omówienia Papierowych miast (recenzja) napomknąłem coś o ekranizacji, ale nigdy nie było czegoś takiego jako oddzielny post. Dzisiaj opowiem Wam o moich wrażeniach z Wiernej, czyli trzeciej części serii Niezgodna. Podobało mi się? Zapraszam!

OPIS ZAWIERA SPOILERY Z POPRZEDNICH CZĘŚCI 
Tym razem Tris i Cztery muszą przekroczyć granicę metropolii przyszłości i wejść do zupełnie nieznanego sobie świata, ukrywanego przez system. Jest to jedyny sposób, aby ocalić ludzkość i zniszczyć dyktaturę. To co odkryją po drugiej stronie każe im zweryfikować wszystko, w co dotąd wierzyli i raz jeszcze dokonać podstawowych wyborów dotyczących odwagi, wierności, poświęcenia i miłości. Czeka ich ostateczna walka o świat, o siebie, o miłość. Trzecia część kasowego hitu "Niezgodna". Zrealizowana z wielkim rozmachem wizjonerska superprodukcja science-fiction oparta na jednym z największych fenomenów literackich minionych lat.
KONIEC SPOILERÓW

Powiem Wam szczerze, że nie wyczekiwałem trzeciej części, w przeciwieństwie do drugiej, na którą czekałem z niecierpliwością. Rok temu charakterystycznym jak dla mnie - osoby, która zwykle podczas jakiegokolwiek filmu się nudzi - była ekscytacja i podniecenie.. po wyjściu z sali kinowej. Tak bardzo mi się podobało, że byłem cały w skowronkach po opuszczeniu pomieszczenia. Ten rozmach, emocje, efekty specjalne - wszystko takie dobre! Natomiast Wierna nie wzbudziła we mnie żadnych emocji, żadnych. Wyszedłem z sali bez kompletnych wrażeń, skończyło się za szybko. Zacznijmy od początku - fabuła.

Nie ulega wątpliwości fakt, że byłem jedną z nielicznych osób, które czytały oryginał przed obejrzeniem filmu. Nie mogę ukrywać, że wpłynęło to na moją opinię, wszyscy książkoholicy zwracają uwagę na to jak film odzwierciedlał książkę. Parafrazując od tytułu oryginału i ekranizacji - ten film nie był zbyt wierny co do powieści :D Reżyser zachował tutaj tylko jedno - imiona bohaterów i ja nie żartuję! Z pewnością był to film, który nie pozostawił zbyt wiele w mojej głowie. Jednak czy były to stracone godziny? Nie. W ekranizacji tej pełno było od takich niedorzecznych rzeczy. Z pewnością mówię tu o deszczu krwi, który rozbroił mnie totalnie. Oczywiście nie mówię nawet o Marsie pozostałościach Ziemi.

Wierna to film, który wręcz przepełniony jest wszelakimi efektami specjalnymi i najnowszymi technologiami. Począwszy od małych dronów latających wokół nas po nowoczesne budynki w samym środku istnego marsa zwanym także pozostałościami Ziemi. Nie ukrywam, że kilka tych nowoczesnych aspektów początkowo mi przeszkadzało. W sumie jak oni stworzyli coś takiego przy braku jakiejkolwiek cywilizacji? Nie podobał mi się również aspekt zrobienia z mieszkańców Chicago totalnych jaskiniowców. To fakt, że nie wiedzieli kilku ważnych rzeczy. Naprawdę rozbawiło mnie zdanie Caleba - "Co to jest lotnisko?" :P Jeśli chodzi nawet o tłumaczenie napisów, które nie było idealne to w pamięć wbiło mi się zdanie Tobiasa o Agencji - "To jakaś patologia" :D Kilka małych rzeczy, a potrafię zapamiętać.

Twórcy filmu zdecydowanie nie wykorzystali całego potencjału tejże powieści. Wiele rzeczy, które mogło być naprawdę dobrze zrobione potraktowano po omacku. Dla przykładu - relacja Nity i Tobiasa w książce była dość toksyczna, czego nie wykorzystano w filmie. Była dla niego nikim więcej jak instruktorką. Podobnie jest z wyprawami na Peryferia, które były dla Tobiasa czymś w rodzaju wyzwania, a przedstawili jedno na krzyż i zadowoleni. Czegoś takiego nie lubię. Natomiast wątki polityczne w Chicago przedstawiono na naprawdę dobrym poziomie, walka Evelyn (uwielbiam Naomi Watts!) i Johanny sprawiła, że podniosłem brew z wrażenia.

Wręcz rozczarowującym faktem jest pominięcie wielu znaczących dla fabuły bohaterów. Gdzie był Uriah, Lynn, Zeke, Cara? Mieliśmy tu rzut na piątkę naszych głównych postaci, którą z pozostałych części znamy już bardzo dobrze. Z wszystkich zrobiono niestety jako naiwnych i podatnych na niektóre decyzje. Tris praktycznie nie zmieniła nic, oprócz długości swoich włosów. Nadal uwielbiam Christinę i Petera - są to chyba najlepsi bohaterowie całej sagi stworzonej przez Veronicę Roth. Czwóreczka natomiast nie wywarł na mnie zbyt wielkiego wrażenia. Praktycznie nie przyczynił się do niczego.

W wielkim uproszczonym skrócie można stwierdzić, że film ten jest po prostu.. nudny. Zawarte jest w nim tak mało rzeczy, które są niezmiernie rozwleczone. Ekscytujące i emocjonujące momenty występują tutaj sporadycznie. A na to właśnie liczyłem! I się przeliczyłem. Tak wykraczając poza tę nudę mogą powiedzieć, że podoba mi się wykreowanie postaci Davida, czyli naszego głównego antagonisty tej części. Osoby, które przeczytały oryginał wiedzą co ten gałgan uczynił, ale tutaj dopiero pokazał połowę swojej prawdziwej twarzy. Mam nadzieję, że w drugiej części trzeciej części (słucham?) pokażą o wiele więcej i dostanę to zakończenie, na którym się prawie rozryczałem.

Wierna zdecydowanie ucierpiała na syndromie podzielonej ostatniej części, jak większość filmów, w których stosuje się coś takiego. Film ten był po prostu nudny i kompletnie niewierny w stosunku do książki. Myślałem, że otrzymam coś ekscytującego, coś co wbije mnie w fotel. Otrzymałem dość rozwlekły początek czegoś co z początku może przypominać jakąś trylogię. W sumie nie zdziwiłbym się, jakby zrobili z Wiernej trylogię.
Jednak, jeśli jesteście ciekawi to idźcie i wydajcie swoje pieniądze. Ja wyznaję zasadę, że opinię muszę wydać dopiero jak się sam przekonam. Zobaczymy co to będzie za rok!

Moja ocena: 4,5/10

Pozdrawiam serdecznie, Kuba z Blue Kuba Books! :)

You Might Also Like

8 komentarze

  1. Nie idę na to do kina...
    O ile w ogóle obejrzę, to online...
    Ostatnio ekranizacje mnie zawodzą... A "Niezgodna" sama jako książka mi się nie spodobała. A co dopiero ekranizacja...
    Nieee...
    Pozdrawiam,
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpuszczam całkowicie. "Zbuntowana" zniechęciła mnie wystarczająco.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja na pewno nie pójdę. Byłam na ekranizacji Zbuntowanej i myślałam, że zasnę.. A tak na marginesie, nienawidzę Niezgodnej.. może to ma jakiś związek ? XD
    Buziaki,
    SilverMoon z bloga Books obsession :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Auć. Dobrze, że nie wybrałam się na to do kina, a lektura przede mną, ale coś mi jakoś nie spieszno na razie..


    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam w swoje skromne progi ;)
    http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaczęłam dzisiaj oglądać ten film, ale kompletnie mi się nie podobał :)

    OdpowiedzUsuń
  6. czyli będzie jeszcze jedna cześć? O.o. nie wiedziałam. masz rację co do wyglądu Ziemi poza Chicago, zupełnie inaczej ją sobie wyobrażałam czytając książkę. ale z jednym się nie zgodzę - jak dla mnie ta część była ciekawsza niż Zbuntowana. dosyć zgrabnie wyszła Ci ta recenzja. pozdrawiam :)
    wyznaniaczytadloholiczki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja zwykle odpuszczam sobie ekranizacje po pierwszej części, prawie zawsze potem jest tylko gorzej. W tym przypadku obejrzałam tylko połowę pierwszej, więcej już nie zniosłam.
    http://castleona-cloud.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdyby nie dzielili filmu na dwie części, pewnie wypadloby lepiej :| Jestem trochę zrażona teraz, bo niedługo idę do kina :| Może mi bardziej się spodoba...

    OdpowiedzUsuń