[21] Światło, którego nie widać - Recenzja

12:00

Tytuł: Światło, którego nie widać
Autor: Anthony Doerr
Wydawnictwo: Czarna Owca
Gatunek: Literatura współczesna
Data wydania: 23 września 2015
Liczba stron: 640
Ile czytałem: 7 dni

"Otwórzcie oczy i popatrzcie na to, co możecie zobaczyć, nim zamkniecie je na zawsze."

Witam Was dzisiaj bardzo serdecznie w kolejnej recenzji na moim blogu. Tym razem opowiem Wam o zeszłorocznym Pulitzerze - Światło, którego nie widać. Nie mam pojęcia dlaczego, ale czuję, że napisanie tej recenzji będzie bardzo trudne. Zapraszam! :)

Marie-Laure mieszka wraz z ojcem w Paryżu. Gdy traci wzrok, uczy się poznawać świat przez słuch i dotyk, a ojciec podarowuje jej niezwykły miniaturowy model miasta. Kiedy hitlerowcy wkraczają do Paryża, dwunastoletnia Marie-Laure ucieka z ojcem do Saint-Molo na wybrzeżu Bretanii. Niebawem miasteczko staje się ostatnim niemieckim bastionem na kontynencie, zaciekle odpierającym bombowe ataki aliantów. Bezbronna niewidoma dziewczyna będzie musiała sama radzić sobie w mieście zewsząd otoczonym ogniem artylerii. 
Do Saint-Malo trafia także Werner Pfenning, służący w elitarnej jednonstce Wehrmachtu, która namierza wrogie transmisje radiowe. W ogarniętym pożarem mieście wypełni nie tylko swoje specjalne żołnierskie zadanie, rozwiąże także zagadkę z czasów dzieciństwa i przeżyje najważniejsze chwile swojego życia.

Okładka tej powieści jest przepiękna. Z pewnością wyróżnia się spośród ostatnich książek, które mieliśmy okazję zobaczyć na rynku wydawniczych. Uwielbiam kolor niebieski i jest on tutaj idealnie skomponowany. Co do innych smaczków co do wydania książki to muszę wspomnieć, że jest ona nie lada cegiełką. Z początku przestraszyłem się jak zobaczyłem jaką objętość ma taka pozycja. Mimo wszystko lektura zajęła mi tydzień - to dobry wynik. Rozdziały są króciutkie, najczęściej mają od 1 strony po 3. Oczywiście czcionka nie pozostawia zbyt wiele do życzenia.

W tejże pozycji występuję narracja trzecioosobowa. Raz widzimy przygody młodego Pfenninga, a kiedy indziej opowieść Marie-Laure. Trochę więcej jest rozdziałów opisujących wydarzenia w Saint-Malo o dziewczynce. Powieść podzielona jest na trzynaście części, które są przeplatane. Raz czytamy o bombardowaniu Saint-Malo, odbywające się 8 sierpnia 1944 roku, a o wiele więcej mamy historię bohaterów z wcześniejszych lat. Podobał mi się taki podział - nie czytało się źle, po prostu tak przyzwoicie.

Od samego początku, kiedy rozpocząłem swoją przygodę z Marie-Laure i Wernerem tylko jedno przychodziło mi na myśl - Złodziejka Książek. Powieść ta pod bardzo wieloma względami jest podobna do dzieła Doerra. Rozdziały i tu i tu są krótkie i mają swoje dość ciekawe nazwy jak np. "Klub ruchu oporu starszych pań" Nieźle, nie? Styl pisania obu autorów trudno porównać. Oboje mają wypracowane pióro i muszę przyznać, że lepiej czytało mi się chyba Złodziejkę, głównie przez fakt ze śmiercią jako narratorem, ale mówmy o Światle! Chcecie mini książkową walkę tych pozycji? Piszcie w komentarzach!

Większa część powieści poświęcona jest niewidomej Marie-Laure mieszkającej z ojcem w Paryżu. Jest to jedna z najbardziej nietypowych postaci, jakie kiedykolwiek miałem okazję poznać. Dziewczynka jest bardzo mądra i jej sposób postrzegania świata jest urzekający. Zadziwiałem się wiele razy, jak barwnie potrafiła opisać rzeczy, których mimo że nie widziała to jej bujna wyobraźnia dawała się we znaki. Jednym z wielu powodów po sięgnięcie po dzieło Doerra jest właśnie zaczęcie postrzegania świata niewidomych z zupełnie innej perspektywy. Powieści, które uczą czegoś czytelnika są wyjątkowe, nieprawdaż?

Historia Wernera porwała mnie nieco bardziej. Chłopak wiele przeszedł w swoim życiu i nie ukrywam, że lekko poruszyła mnie opowieść o nim. Chyba głównie przez jej zwieńczenie, którego oczywiście Wam nie zdradzę. Werner dzięki swojemu zainteresowaniu radiem zostaję przysłowiowo wybrany i przechodzi przez wiele kroków, jakimi początkowo był dom dziecka, potem elitarna niemiecka szkoła dla chłopców kończąc na powołaniu do wojska. Opowieść Doerra o nim zainteresowała mnie i skłoniła do pewnego rodzaju przemyśleń głównie związanych z moją osobą. Nie wnikajcie, proszę.

Podczas lektury książki możemy obserwować zmianę w stylu pisania autora - w końcu pisał książkę blisko 10 lat! Czy Wy to sobie wyobrażacie? Ja nie! Na początek dostrzegamy autora, który nie jest aż tak bardzo doświadczony w życiu i liczba przemyśleń nie jest aż tak duża. W trakcie książki można zaobserwować osiągnięcie tej przysłowiowej dojrzałości i ostatecznie mogę stwierdzić, że Anthony Doerr ma fenomenalną prozę. Wszystko tak dobrze przemyślane i sprawdzone, że można się dobrze zdziwić. Dodatkowo muszę wspomnieć, że sam autor był osobiście w Saint-Malo - miastem, w którym rozgrywają się wydarzenia Światła, którego nie widać.

Bardzo dobrym aspektem powieści jest występowanie bohaterów drugoplanowych. Z początku nie myślimy o takich małych rzeczach, ale uważam że warto o tym wspomnieć. Urzekła mnie postać zamkniętego w sobie stryja Marie-Laure Etienne'a, który stał się kompanem dziewczynki i pomagał jej poradzić sobie z dobijającą rzeczywistością, która dla osoby takiej jak ona może okazać się wyjątkowo ciężka. Przyjaciele Wernera, którzy również spodobali mi się, jeśli chodzi o wykreowanie postaci. Poznajemy nieśmiałego Fredericka, który jest bohaterem dość specyficznym, ale też wywołującym u siebie jakieś poczucie współczucia. Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o Jutt'cie, czyli siostry Wernera. Mimo, że podczas książki nie dowiadujemy się o niej zbyt dużo, to wydaję mi się, że pozostawienie młodszej siostry samej w domu dziecka nie było dobrym pomysłem..

Powiem Wam szczerze, że nadal czegoś brakuję mi w tej książce. Nie mogę ukrywać, że stwierdzenie, że jest świetna jest bezbłędne, oczywiście nadal jest aktualne, ale jak zwykle odczuwam niedosyt, tylko, że nie wiem czym jest to czego mi brakuje. Może, gdybym dopiero potem sięgnął po Złodziejkę Książek to miałbym zupełnie takie same wrażenie co do tamtej pozycji. Doerr stworzył coś, co z pewnością zasługiwało na nagrodę Pulitzera, a wręcz byłbym zaszokowany, jak by to dzieło nie zostałoby triumfatorem. Niestety - podczas lektury nie było zbyt wielu zachwytów.. A miało być tak pięknie..

Zakończenie książki po prostu wbija w fotel - co tu dużo mówić. To było tak nagłe i nieoczekiwane, że nie dowierzałem, że to właśnie się stało. Anthony Doerr powinien się z tego wyjaśnić - ja tak łatwo nie odpuszczę! Autor napisał nam również przepiękny epilog, w którym znalazłem odpowiedzi, na pewne pytania i mówiąc szczerze to chyba właśnie z tego wynika mój niedosyt co do książki. 

Podsumowując Światło, którego nie widać to powieść, którą powinien przeczytać każdy, bez względu na wiek i nawet czas. Jest pozycja warta uwagi i przede wszystkim poruszająca. Mimo, że historyczna to napisana w bardzo przystępnym języku i czytelnik wciąga się od razu. Polecam!


Moja ocena: 9/10

Pozdrawiam, Kuba z Blue Kuba Books :)

You Might Also Like

10 komentarze

  1. Planuję przeczytać ją na feirach, które zbliżają się wielkimi krokami! Niestety, ze względu na objętość nie mogłam jej przeczytać wcześniej - ciężko mi wyobrazić sobie ją wciśniętą do torby!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś chyba jedyną osobą, która była w stanie napisać coś o tej książce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też zrecenzjowałam tę książkę na swoim blogu. Myślałam szczerze, że bardziej mi przypadnie do gustu. Też ciężko było mi o niej pisać i też czytałam ją około tygodnia. Jest to naprawdę trudna pozycja.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo chciałabym przeczytać tę książkę, nasłuchałam się o niej tyle pozytywów, że mam na nią niesamowitą ochotę. Zaciekawiła mnie ta możliwość obserwowania zmian w sposobie pisania autora - rzadko zdarza się, żeby ktoś przez tyle lat zajmował się tworzeniem powieści.

    OdpowiedzUsuń
  5. Już mam tą książkę na swojej półce, ale jeszcze się za nią nie zabrałam- przeraziła mnie właśnie jej objętość. Mam nadzieję, że uda mi się ją przeczytać podczas ferii, bo jestem jej naprawdę bardzo ciekawa, tym bardziej że lubię książki, których akcja dzieje się podczas II wojny światowej :) Pozdrawiam /Klaudia

    OdpowiedzUsuń
  6. Hejo :D kojarzę Cię z centrum simów (cue się kłania). Jestem w niemałym szoku, że Cię tu spotykam ^^ Mam tę książkę. Kupiłam zanim stała się aż tak popularna (przysięgam!), ale jeszcze nie zdążyłam się do niej dorwać. Cieszę się, że Ci się podobała i że ma aż taką wysoką ocenę. Rzadko kiedy spotykam się z negatywną oceną tej książki :)
    ksiazkowa-przystan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kojarzę Cię również :) Świetne uczucie, że ktoś z naszego świetnego forum wpadł na mojego bloga kompletnie o nim nie wiedząc - świetne uczucie!
      Mam nadzieję, że książka i Tobie się spodoba :)

      Usuń
  7. Nie lubię książek o tematyce wojennej, ale ta wydaje mi się ciekawa. Ze względu na bohaterkę. Złodziejki nie czytałałam, więc nie mam porównania.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ile pisano tę książkę? :O
    Dawaj bitwę, będzie fajnie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie się baardzo podobała, jednak czegoś mi zabrakło... w zakończeniu chyba.

    OdpowiedzUsuń