Kupuję książkę. Na co zwracam uwagę? #bluenawiasem

12:00

Witam Was dzisiaj bardzo serdecznie w kolejnym poście z serii Blue Nawiasem - książkowa seria! Wiem, iż dawno nie było takiego posta, jednak dość długo się do tego zbierałem, a inne posty się pchały do eteru. Dzisiaj poznacie rzeczy na które stawiam największy nacisk podczas wyboru książek, czyli takie moje standardy książkowe. Miękka czy twarda okładka? Na co zwracam uwagę w opisach książek? Zapraszam do lektury :>

Wyobraźmy sobie pewną sytuację. Jestem w księgarni i mam do dyspozycji czterdzieści złotych i chciałbym kupić sobie jakąś książkę. No przyznajcie się, kto nie chciałby znaleźć się w takiej sytuacji? :D Bez dwóch zdań większość książkoholików zwraca uwagę na okładkę. Każdy chyba kupił jakąś pozycję, dlatego że miała świetną okładkę. Szczerze, to kupiłem tym sposobem m.in Startera, który ma tak charakterystyczną oprawę, że trudno było zauważyć ją w Biedronce. Kiedy już chwycę w swoje ręce książkę oczywiście czytam opis powieści, o którym w następnym podpunkcie. Kiedy opis naprawdę mi się spodoba to biorę i wychodzę, ale poczekajmy. Jeśli jest to początek serii orientuję się czy są następne tomy, bo chyba nikt nie chciałby zacząć świetną serię i jej nie dokończyć..


No właśnie - opisy z tyłu książki często są zdradzieckie wobec czytelników, czego doświadczyłem wiele razy.. Fakt - dzięki nim możemy przede wszystkim dowiedzieć się czegoś o książce i ogólnie poznać zarys opowieści. Jednak opisy skrywają najgorsze - spoilery. Wiele razy poznałem pewne fakty, które odebrały mi przyjemność czytania. Między innymi na coś takiego natknąłem się w Wybranych, kiedy to w opisie czyhał na mnie fakt, o którym dowiadywaliśmy się na 200 stronie - nie fajnie! Lubię opisy, które pozostają w pamięci i są takie dość tajemnicze. Bardzo podoba mi się tekst z Oddam Ci Słońce - o książce nie wiedzieliśmy nic, a okazała się ona świetna. Wydawnictwa apel do Was! Zachęćcie czytelników do lektury, nie spoilerami a dobrym opisem!


Odwieczne pytanie, które dzieli wszystkich książkoholików. Miękka czy twarda okładka? Ja jednak należę do zwolenników tych miękkich opraw powieści - nie przepadam zbytnio za twardymi. To chyba już kwestia przyzwyczajenia - rzadko kiedy czytam książki z tymi twardszymi. Miękkie książki mają to do siebie, że niektóre grzbiety są dość łamliwe i wygląda to na półce dość średnio, a te drugie z łatwością można rozkładać. Wiem, iż jest o wiele więcej zalet twardych opraw, jednak przysłowiowo wiem swoje. 


Chyba żaden czytelnik nie przepada za postrachem książkowym - białe kartki. Rażą w oczy, źle to się czyta. Same wady moi drodzy! Takie coś stosuję najczęściej wydawnictwo Media Rodzina, z którego wywodzi się trylogia Igrzysk Śmierci i Harry Potter, czytam aktualnie Więźnia Azkabanu. Nie lubię również gdy kartki te są grube i o wiele trudniej się je przewraca. Żółte kartki są o wiele lepsze, uwierzcie kochani. Niektóre wydawnictwo szaleję z czcionkami. Nie podoba mi się stosowanie coraz to wymyślniejszych czcionek, które tylko utrudniają nam czytanie. Powinna być przystępna i taka zwykła, przyjemna dla oka. 

Uwielbiam, kiedy w książce pojawiają się różnego rodzaju ilustracje. Pozwalają one nam bardziej wczuć się w powieść i zaznać takiego klimatu. Lubię, gdy są także takie malutkie dodatki graficzne, które występują na przykład w duologii o Starterach i Enderach. Każdy rozdział rozpoczynał się elektronicznym elemencikiem - ci co czytali pewnie wiedzą o co mi chodzi. Małe rzeczy potrafią cieszyć :) Pomysł od Anity, pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.

A więc to byłoby już na tyle. Poznaliście moje małe książkowe standardy, czym kieruję się podczas zakupu książek. Dajcie znać czy post taki Wam się spodobał, bo mam pewne wątpliwości co do tej serii - mam pełno wątpliwości, czy w ogóle mam to kontynuować. Zaczytanych dni moi kochani! A i piszcie co mogę zrobić w następnej odsłonie :)

Pozdrawiam, Kuba z Blue Kuba Books! :)

You Might Also Like

7 komentarze

  1. Zdecydowanie bardziej wolę mleczne kartki niż białe, ale przyznam szczerze, że w Harrym Potterze nie zwróciłam na to większej uwagi. Chyba byłam za bardzo pochłonięta Hogwartem.. :)

    Pozdrawiam Iza
    Niech książki będą z Tobą! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja mam wydanie Pottera z żółtymi kartkami i jestem dumna z tego, że je posiadam. Zdecydowanie wolę takie, niż mlecznobiałe - no cóż, nie dość, że lepiej się czyta, to jeszcze w dodatku są lepsze w dotyku. Przyznam się, że opisów już staram się nie czytać, właśnie ze względu na to, że mogą pojawić się w nich spoilery.
    Świetny post, oby takich więcej :-)
    Zapraszam do mnie na bezspoilerową recenzję finału trylogii "Oddechy" Rebekki Donovan!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy post ;) Przypadł mi do gustu!
    modnaksiazka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajny i ciekawy post! :)
    Zgadzam się praktycznie z każdą twoją odpowiedzią!
    Pozdrawiam,
    http://miedzypolkami-ksiazki.blogspot.com/2015/12/dzien-9-ogien-i-woda.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawie opracowany post. Dzięki za wspomnienie mnie w tekście :* Jest mi bardzo miło :)
    Co do kartek.... Potter mógłby być trochę inny. Kartki są ciut przygrube i książkę nawet trudno się trzyma w dłoni. Jednak bardzo podobają mi się grafiki przy każdym rozdziale. Do reszty, zgadzam się z tobą :)
    krzywerecenzje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. E tam, kartki to dla mnie najmniejszy problem. Ja przeszukuję książki w poszukiwaniu błędów :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawy pomysł:)
    Ja również nie lubię śnieżnobiałych kartek, ale jakoś w Igrzyskach i w Harry'm nie zwróciłam na to uwagi. Według mnie takie strony to znak charakterystyczny wydawnictwa Albatros (no chyba, że teraz coś się zmieniło). Właśnie przez wydanie ciężko mi się czyta coś Cobena czy Sparksa:(
    http://lekturia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń