[5] Papierowe miasta - Recenzja + wrażenia z filmu

10:30

Tytuł: Papierowe miasta
Autor: John Green
Wydawnictwo: Bukowy Las
Gatunek: Literatura młodzieżowa
Data wydania: 15 lipca 2015
Liczba stron: 400

"Pójdziesz do papierowych miast i nigdy już nie powrócisz.."

Witam Was bardzo serdecznie w recenzji powieści, ostatnio bardzo popularnej z powodu ekranizacji, o której także powiem kilka słów. Znany autor też robi swoje, John Green napisał naprawdę dobrą powieść, ale mówię
Gwiazd Naszych Wina czy Papierowych Miastach? Dowiedzmy się i zapraszam na recenzje :>

Quentin Jacobsen od zawsze zakochany jest we zbuntowanej, wspaniałej Margo Roth Spiegelman. W dzieciństwie przeżyli coś niesamowitego, teraz chodzą do tego samego liceum. Pewnego wieczoru w przewidywalne, nudne życie chłopaka wkracza Margo w stroju nindży i wciąga go w niezły bałagan. Po czym znika. Quentin wyrusza na poszukiwania, która go fascynuje, idąc tropem skomplikowanych wskazówek, które pozostawiła. Żeby ją odnaleść, musi pokonać setki kilometrów. Po drodze przekonuje się na własnej skórze, że ludzie w rzeczywistości są inni niż sądzimy.


Jeśli mam być szczery, to pierwsza wersja okładki powieści podoba mi się o wiele, o wiele bardziej. No niestety ja posiadam książkę w tej oprawie wyżej. Tak bywa, ale trzeba przyznać, że popularność opowieści Zielonego przyniosła ekranizacja, na której byłem i niżej zobaczycie moje wrażenia z filmu :> 

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z Greenem, jego twórczość poznałem w Gwiazd Naszych Wina, które chwyciło mnie za serce niemiłosiernie. Jednak, o wiele bardziej spodobały mi się Papierowe Miasta. Dlaczego? Sam do końca nie jestem tego pewny. Może to dlatego, że jest to bardziej powieść przygodowa, zupełnie różniąca się tematyką od tej pierwszej. Jestem przekonany, że będę kontynuował moją zieloną misję i przeczytam pozostałe dzieła tego jakże popularnego autora.

Nie mogę ukrywać, że chwyciłem po tą książkę ze względu na ekranizacje, która miała premierę pod koniec lipca. Razem z siostrą mieliśmy przeczytać i jechać podekscytowani do kina, no bo w końcu najpierw książka, potem film! Ale o moich wrażeniach po obejrzeniu Papierowych Miast opowiem potem. Moje pierwsze wrażenia zupełnie odbiegały od zdania siostry. Podzieliła nas ta powieść - zdecydowanie. Mi zakończenie się niezbyt podobało, a Julka była nim zachwycona. 

Zarys historii nie pozostawia wiele do życzenia, ale trochę pachniało tu schematycznością. Domyśliłem się, że Margo ucieknie i zakończenie jest strasznie łatwe do wywnioskowania, jednak autor przyprawia czytelnika o wiele szoków, podczas lektury. Nie raz patrzyłem się w tekst i po prostu nie dowierzałem. Przede wszystkim jest to książka napisana niezwykle prostym językiem i czyta się ją bardzo szybko. Dość śmiechowy fakt, ale większość książki przeczytałem podczas podróży nad morze i bardzo fajnie czytało się o elementach podróżowania, gdy samemu jest się w jej trakcie. Z pewnością poprawiło to moją opinię.

Nie mogę nie wspomnieć o bohaterach, którzy są naprawdę świetni! Jeszcze chyba nie czytałem takiej książki, w której są oni tak ważni, a jednocześnie przyjemni. Najbardziej spodobali mi się przyjaciele Q, czyli Ben i Radar - byli wzorem przyaciół, takich to i ja bym chciał. Pomagali Quentinowi, mimo wszystkich przeciwności losu. Blond włosa Lacey, która mimo tego jak ją postrzegają ma w głowie o wiele więcej niż szminki i tusze do rzęs. Oraz oczywiście Becca, z której wraz z Julką śmieliśmy się do łez.

Książce towarzyszy nie ustające poczucie humoru, które Green wpleciał chyba w każdą stronę. Śmiechowy Ben, który rozbrajał mnie swoimi tekstami, czy pomysłami. No proszę Was, pójście na ceremonie wręczenia dyplomów tylko i wyłącznie w togach? :D Jednak momenty, w których się troszku zasmucałem były bardzo rzadko. Jestem bardzo ciekawy czy pozostałe książki pana Zielonego też są oblane takim niemożliwym poczuciem humoru.

Podsumowując, jest to powieść głównie dla młodzieży i wydaję mi się, że spodoba im się to najbardziej. Świetną okazją jest lektura książki, kiedy jest się w ostatniej klasie liceum, ponieważ to właśnie tam jest osadzona akcja. Nie wiem dlaczego, ale o wiele bardziej Papierowe Miasta spodobały mi się od GNW, które było bardzo urokliwe. Wydaje mi się, że niektórzy dorośli pokochają tą powieść podobnie jak ja. 


Moja ocena: 7/10

Wrażenia z ekranizacji
Pod koniec lipca, a dokładnie 31 lipca miała miejsce premiera ekranizacji Papierowych Miast. Pamiętam, że wraz z siostrą cioteczną Julką pojechaliśmy busem do najbliższego miasta, które ma kino na premierę. Oglądanie zwiastunów nam się już znudziło, więc przyszedł czas na wielki dzień, którego tak wyczekiwaliśmy. 

Po wyjściu z sali kinowej mieliśmy mieszane odczucia. Niby nam się podobało, ale czuliśmy wszech obecny niedosyt, który towarzyszy nam do dzisiaj. Oczywiście chodzi tu o zakończenie, które chyba jest jakimś żartem. Byłem zawiedziony, że aż dużo niezgodności z książką było bardzo widocznych. Szkoda wielka, że nie upolowałem plakatu, który powiesiłbym sobie na ścianie, która do dziś jest pusta.

Wychwalana Cara nie spełniła swojego zadania, zagrała okropnie.. Pierwsza część filmu mi się podobała, bo nawet byłem usatysfakcjonowany grą aktorską Nata i Cary. Jednak pod koniec oboje zagrali beznadziejnie. Bez żadnych emocji, bez zaangażowania. Trzy razy nie - dziękujemy. Jednak aktorzy, którzy grali rolę Bena, Lacey i Radara bardzo mi się podobali. Tacy w sam raz. 

Podsumowując, jako ekranizacja to był okropny film, podobnie jak Więzień Labirytnu, o którym może trochę później. Jednak, dla osób, którzy nie czytali książki i nie znali wcześniejszej wersji film mógł okazać się bardzo fajny, taka przyjemna obyczajowa opowieść o nastolatkach i ich problemach, czyli taki standard młodzieżowy.

Moja ocena: 5/10

Pozdrawiam, Kuba z Blue Kuba Books! :)

You Might Also Like

6 komentarze

  1. Według mnie Papierowe Miasta to najgorsza książka Greena. Czytałam ją w zeszłym roku i strasznie się cieszyłam na tę powieść, głównie dlatego, że wcześniej przeczytałam Gwiazd Naszych Wina i Szukając Alaski, które były świetne i liczyłam, że Papierowe Miasta też takie będą. Jednak bardzo się zawiodłam, tę książkę dosłownie męczyłam, gdzie przy Greenie mi się to nie zdarza, bo akurat jego powieści zazwyczaj pochłaniam w ekspresowym tempie. Jestem chyba jedną z nielicznych osób, którym ta książka nie przypadła do gustu. Jeśli chodzi o ekranizację, to nie planuję jej obejrzeć, za bardzo dobiła mnie obsada. No ale cóż, miejmy nadzieję, że jeśli pojawią się ekranizacje innych powieści Greena, to aż tak bardzo tego nie zepsują. Pokładam wielkie nadzieje w Szukając Alaski (btw. świetna książka).
    Pozdrawiam :)

    raven-recenzje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak jakoś średnio podobała mi się ta książka. Nie była aż tak bardzo zła, ale też spodziewałam się czegoś więcej. A filmu nie mam na razie zamiaru oglądać. No chyba że w przyszłości coś mi się odmieni ;)

    papierowe-strony.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie się "Papierowe miasta" najmniej podobały ze wszystkich od Greena. Takie... nijakie trochę ;) Niby się skończyło, coś tam się działo, ale brakowało tego CZEGOŚ tej historii. O wiele bardziej podobało mi się "Szukając Alaski". Filmu nie widziałam, ale nie wiem, czy go obejrzę...

    Pozdrawiam :) Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
  4. Greena książek czytałam niewiele. A konkretnie jedną. :D
    I chociaż nie podobała mi się aż tak bardzo to z chęcią podejmę drugą próbę lektury twórczości tego autora ^^

    LimoBooks :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam tylko jedną książkę Greena i zaczynając Papierowe miasta książka wydawała mi się nudna i to aż taka że jej nie skończyłam.;/

    http://krainaksiazek0.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka mnie nie powaliła na kolana, nawet nie doczytałam jej do końca, więc z ekranizacją dałam sobie spokój.

    OdpowiedzUsuń